(para)liturgia abp Fulton John Sheen Akatyst Alfred Delp Antonietta Meo antysemityzm artykuły autobiograficznie Belgia Benedictines of Mary Queen of Apostle Benedykt XVI Betlejem bł. Anna Katzrzyna Emmerich bł. Maria od Męki Pańskiej bohomazy Budapeszt C.S. Lewis celibat Chile Chiny cierpienie Cristina Scuccia Daniel Olbrychski dr Kenneth Howell Droga Krzyżowa dusze w czyśccu cierpiące Egipt eremityzm eschatologia stosowana Etiopia EWTN Film o Basi FMM garnki świętych gender Gianna Jessen Gloria Polo Gorzkie Żale Grupa MoCarta Harald Meldal Eia homeopatia Janusz Radek Jarmark Cudów Jeanne Bigard joga Johann Pachelbel Johann Sebastian Bach kard. Antonio Cañizares Llovera kard. Francis Arinze kard. Raymond Burke Karmel Kenia Khalil Gibran kmiotek teologiczny krajobrazy ducha ks. Bernardo Antonini ks. Guido Marini ks. Kazimierz Matwiejuk ks. Marian Rajchel ks. Mateusz Dziedzic ks. Nicola Bux ks. prof. Józef Naumowicz Ks. Rafał Sorkowicz SChr ks. Roman Kneblewski ks. Sergiusz Orzeszko IDP książka lekko Leszek Kołakowski Leszek Korzeniecki Liban Londyn m. Mary Angelica of the Annunciation PCPA Madagaskar Marek Grechuta maryjnie metropolita Chios Psarry i Oinousses Marek Michael Voris misje Mniszki św. Pawła Pierwszego Pustelnika (paulinki) modlitwa Modlitwa Jezusowa nadinterpretacje Nick Vujicic nowenna o. Adam Bartyzoł CMF o. Anzelm Fraczek OSPE o. Augustyn Pelanowski OSPPE o. Benedict Groeschel CFR o. Joachim Badeni OP o. John O’Malley SI O. Joseph-Marie Verlinde o. Józef Witko OFM o. Mark Kirby OCist Ojcowie Pustyni papistka Passion of the Christ Piotr Jaskiernia (Hiob) poezja pomruki powołanie powołanieRepublika Środkowoafrykańska półgębkiem przez oczy do serca przez uszy do duszy psalmy oparte na faktach psychologia qi Radek Malinowski Real Catholic TV Robert Tekieli Rosalind Moss Rosja Różaniec Rumunia s. Gabrielis Monika von Ballestrem FMM s. Jadwiga Wudarczyk CR s. Władysława Piróg FMM s. Yolanda Moquete FMM Słowo-twórstwo spowiedź Szymon Hołownia św. Ambroży z Mediolanu św. Charbel Makhlouf św. Franciszek z Asyżu św. Józef z Kupertynu św. Pio z Pietrelciny św. Teresa od Jezusa świątecznie Tanzania teatr walka duchowa Wietnam wilcze stada Winogradów Wisława Szymborska Wojciech Cejrowski Wyspa (Ostrov) Yes Prime Minister z lasu przyniesione za życiem

27 października 2008

umyć nogi zdrajcy

Właśnie przypadkiem znalazłam takie nabożeństwo - no, bardziej medytację... na Wielki Czwartek (albo na temat Wielkiego Czwartku). U nas jest taki zwyczaj, ze w Wielki Czwartek po południu mamy taką paraliturgię o Ostatniej Wieczerzy - najczęściej jest albo o Passze (i wtedy opieramy się o relacje Synoptyków i czasem tradycję żydowską), albo o Umywaniu Nóg. No i właśnie w tamtym roku coś takiego w Ewangeliach wyczytałam i pokojarzyłam...Trzeba przy tym sobie jasno powiedzieć, że nawet najprostsze i najbardziej znane gesty Jezusa, jeśli tylko im się dobrze przyjrzeć i przełożyć na "swoich dwunastu', są niesamowicie wymagające...

Nabożeństwo umywania nóg 

1. Psalm o Miłosierdziu Dawida Kusza puszczam troszkę wcześniej, żeby wprowadzić. 
2. Ewangelia: J 13,1-11
Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.  

Chwilka milczenia. 

3. Jezus umył nogi każdemu z dwunastu swoich uczniów... 
(i tu cichutko można puścić Pawła Bębenka "Jezu ufam Tobie" - na okrągło)  

     1) Piotrowi - komuś, kto Go kochał i na kim On chciał oprzeć swoje dzieło, a ten zaparł się Go trzy razy... 

Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze służących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się [przy ogniu], przypatrzyła mu się i rzekła: «I tyś był z Nazarejczykiem Jezusem». Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: «Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz». I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: «To jest jeden z nich». A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: «Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem». Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: «Nie znam tego człowieka, o którym mówicie». I w tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus: «Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz». I wybuchnął płaczem. 

     2) Mateuszowi - komuś, w kim tylko On potrafił dostrzec człowieka godnego uwagi i godnego powołania...

Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim.
Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?» Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników».  
 
     3) Janowi - komuś, kogo kochał i kto zawsze przy Nim był... 
 
A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. 
 
     4) Jakubowi, bratu Jana - komuś, kto chciał zajmować dobrą pozycję...
 
Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie». Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane». 
 
     5) Jakubowi, synowi Alfeusza - komuś, kto zawsze pozostawał w cieniu i był jednym z wielu... 
 
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, 4 Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. 
 
     6) Tomaszowi - komuś, kto nie wierzył w Jego zwycięstwo... 
 
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli» 
 
     7) Natanaelowi - komuś, kto chętnie sądził innych; w kim tylko On dostrzegł szczere serce... 
 
Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: «Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu». Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym». Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!» Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to». Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego» 
 
     8) Judzie - komuś, kto wiedział lepiej od Boga... 
 
Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie». Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: «Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?» W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. 
 
     9) Szymonowi - komuś, kto potrafił walczyć o sprawiedliwość, używając przemocy... 
 
Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy(Zelota); Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. 
 
     10) Filipowi - komuś, kto łatwo się zapalał, ale nie dowierzał wszystkim Jego słowom… 
 
Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: "Pokaż nam Ojca?" Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? 
 
     11) Andrzejowi - komuś, kto poszedł za Nim bez wahania i przyprowadzał do Niego uczniów… 
 
Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. 40 Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. 
 
     12) Judaszowi - komuś, kto go zdradził, a On mimo tego, uważał go za przyjaciela... 
 
Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!». Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» 
 
4. ♫ O Jezu cichy i pokorny... 
 
5. Ewangelia J 13,12-20 
 
A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie "Nauczycielem" i "Panem" i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.  
 
6. ♫ O Jezu cichy i pokorny...

19 października 2008

samo życie ze szczyptą astronomii

Co mi przyszło, że we własnej gazecie muszę jeszcze przekorne felietony pisać... Będę je wrzucać tutaj, bo czasem i zakonne osóbki tu zaglądają... (a niezakonne może i nie zanudzą się na śmierć).
Z góry (tak, tak... wiem... z półtora metra może być tylko z dołu ;P ) przepraszam za to straszliwe uproszczenie procesu umierania gwiazdy, ale nie mogę moim siostrom fundować wykładu z podstaw astronomii...
Gwoli przypisów jeszcze - u nas istnieje taki zwyczaj, że się losuje jakby "role" do szopki: ktoś zostaje Maryją, ktoś Józefem, ale ktoś może zostać nawet... miotłą :) Ja często zostawałam gwiazdą (przypadek?... ;P ). A jeśli chodzi o astronomiczne umizgi, to dlatego, że to było moje hobby w dzieciństwie, póki za wcześnie (nie miałam jeszcze 10 lat) nie sięgnęłam po "Wobec wszechświata" ks. Michała Hellera... była to pierwsza książka w życiu, której nie doczytałam...
Felietonik zaś "pije" do sytuacji spotykanych w zakonach, ale te (mimo świętej naiwności niektórych osób świeckich - owe wiedzą, że o nich mówię :D ) nie różnią się aż tak strasznie od tych domowych, czy biurowych, czy innych jakich...

Obowiązek Gwiazdy

Przez kilka lat, z roku na rok, przy losowaniu obowiązków przy żłóbku, otrzymywałam obowiązek Gwiazdy. Ku uciesze sióstr, naturalnie.

młode gwiazdy - co z nich wyrośnie?...

Z tym obowiązkiem to jednak bieda, bo taka gwiazda to zawsze podejrzany typ: świeci, więc widać ją z daleka i choćby człowiek chciał się schować, to i tak los wyciągnie za uszy na nieboskłon. Taka już natura gwiazdy. Na szczęście przez te wszystkie lata utrwaliła się w mojej głowinie rola Gwiazdy: świecić mimo wszystko.

Tylko broń Boże nie udawać, że jest się słońcem. Marny byłby los tego, kto by chciał się ogrzać lub utrzymać przy życiu przy świetle takiej gwiazdy. Obowiązek gwiazdy potrafi niejednej spędzać sen z oczu: A jak spadnie? Bo niektóre spadają i to z wielkim hukiem (a raczej z ognistym warkoczem).

niebieski nadolbrzym (jak się już nadął, to teraz już z tylko górki... a nie wygląda, prawda? - jak w życiu, jak w życiu...)

Trzeba od razu powiedzieć, że to sprawka meteorów, nie gwiazd.
Same gwiazdy umierają inaczej: nadymają się swoim światłem tak bardzo, że wybuchają, a po tych największych może nawet powstać czarna dziura, która wchłania wszystko, co znajdzie się w pobliżu.
Prawa astronomii, jak się okazuje, dadzą się zastosować w życiu zakonnym.

czarna dziura - mało, że sama czarna, to jeszcze innym światło marnuje...

Niedobrze być gwiazdą. Świecić – niebezpiecznie, zgasnąć – bezużytecznie... A wszystko na oczach ludzi. Co gorsza, wszelkie próby przerobienia gwiazd na „coś bezpieczniejszego” są z góry skazane na niepowodzenie. Gwiazda stworzona gwiazdą, gwiazdą zostanie, bo jako gwiazda została pomyślana przez Stwórcę. A misjonarka powołana do misji, może tą misję wypełnić, jeśli tylko zgodzi się na to, co zostało jej zaproponowane przez Stwórcę.

Czytam orędzie Papieża na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu „Na rozdrożu między gwiazdorstwem a służbą” i myślę sobie, że tak bardzo boimy się gwiazdorstwa, że wolimy nie służyć i nie wchodzić za bardzo w ten niebezpieczny świat mediów. Tymczasem jako misjonarka czuję się nie tylko dziennikarzem, ale korespondentem wojennym. W tym zdezorientowanym świecie muszę przekazać wiarygodne i najświeższe relacje z wojny o człowieka między Bogiem a Złym. I spieszę donieść jak najszerszej opinii publicznej, że tryumf zła to tylko kaczka dziennikarska.

Piękne porównanie, prawda? No to teraz pomyśl, że to nie jest żadne porównanie, tylko konkretna rzeczywistość. Wystarczy włączyć telewizję, otworzyć internet, żeby spotkać się z propagandą sukcesu Złego. I to nie tylko w treści, ale także w sposobie przekazywania. Ta wojna nie jest nowa. Pierwsza bitwa rozegrała się pod drzewem wiadomości dobrego i złego. Przełomem w wojnie były wiadomości rozgłaszane z Wieczernika. Mimo naszego zwycięstwa, wojna na wiadomości trwa. Nie tylko w sercu, również na ekranie komputera i na stronach gazet.

Trzeba tez jasno sobie powiedzieć, że jeśli nie zdecyduję się „świecić”, jakaś inna gwiazda zajmie ten ciemny kawałek nieba i poprowadzi człowieka do nikąd. Lepiej więc wdrapię się na przygotowane mi miejsce do głoszenia Dobrej Nowiny. Przyznaję, ryzykuję utratę równowagi, upokorzenie i porażkę, ale jestem też pewna, że dopóki świecę tylko światłem mojego Pana Jezusa Chrystusa, nie grozi mi żaden wybuch supernowej.

po wybuchu supernowej - tyle szumu co po proroku, który się rozmienił na drobne...

14 października 2008

historia powołania

Ale od razu zaznaczam, że nie mojego - wykorzystałam niecnie urlopującą się Władzię z Madagaskaru, żeby sklecić coś dla zakony.pl
Nie zawiodłam się - pisze, jak zwykle z ciepłym humorem...

GDYBYM MIAŁA ZNOWU WYBIERAĆ, BYŁABYM MISJONARKĄ...

Pamiętam jak dziś: Mistrzyni mówi do grupy postulantek: „To od waszej modlitwy będzie zależeć, czy ona wstąpi.” Byłam przerażona, bo wierzyłam w moc modlitwy i sobie pomyślałam, że jeżeli one będą się modlić, to jestem zgubiona. Więc w drodze do pociągu gorąco się modliłam do Pana, aby siostry nie modliły się za mnie...

A ja tymczasem...
- składam kolejny numer gazety, zastanawiając się, jakiż to cud nastąpi przed ex universa, żebym mogła zdać ten uniwersytecki relikt...
- czytam o prześladowaniach chrześcijan w Indiach i Iraku (stąd ta propozycja na górze)
- słucham Liama Lawtona i obiecuję sobie, że się tych jego melodii (ze słowami najlepiej) nauczę i będę błąkać się po świecie, mrucząc je pod nosem
- od czasu do czasu świat zaskakuje mnie swoimi możliwościami przekraczania kolejnych granic absurdu, bezrozumu i rozwijania królestwa mamony jakimkolwiek kosztem
- żeby oddać sprawiedliwość - ja też od czasu przekraczam swoje prywatne granice bezrozumu, tyle, że jest to okazją do doświadczenia Miłosierdzia Bożego - więc z o niebo lepszym skutkiem :)

Ponieważ jutro jest moje całkiem prywatne, ale wielkie święto, więc z tej okazji (długi, jak nie wiem, ale mnie się nie dłuży), wiersz mojej Mamy duchowej:

W BOŻYCH RĘKACH
Twoją jestem na zawsze,
Od Ciebiem życie wzięła,
Powiedz mi więc, o Boże,
Co chcesz, abym czyniła?
Najwyższy Majestacie
Wiekuista Mądrości,
Co w dobra chodzisz szacie;
O Boże wszechświatłości
Spojrzyj na nędzę moją,
Bom Tobie zawierzyła.
Powiedz mi więc, o Boże,
Co chcesz, abym czyniła?
Twą jestem, boś mnie stworzył,
Boś za mnie dał krew swoją,
Ból Ci rany otworzył,
By zbawić duszę moją;
Tyś łaską mnie osłaniał,
Ażebym nie zginęła.
Powiedz mi więc, o Boże,
Co chcesz, abym czyniła?
Czego żądasz, o Panie,
Od stworzenia Twojego,
Co w tak nędznym jest stanie,
Wśród mroków życia tego?
Ale choć grzeszna jestem,
Otom cała przylgnęła
Do stóp Twych, prosząc: powiedz,
co chcesz, abym czyniła?
Widzisz tu serce moje
I życie od zarania:
Składam je w dłonie Twoje.
I wszystkie me kochania,
I wszystkie władze duszy,
By miłość je objęła.
O, niech głos mój Ciebie wzruszy!
Co chcesz, abym czyniła?
Daj mi śmierć albo życie,
Daj siły czy słabości,
Karm mnie wzgardą obficie,
Lub chlebem szczęśliwości,
Daj pokój albo walkę,
W której bym się dręczyła,
Daj wszystko, tylko powiedz
Co chcesz, abym czyniła?
Daj nędzę lub dostatki,
Daj słodycz, chleb gorzkości;
Niech wzrosną smutku kwiatki,
Niech zmilknie śpiew radości,
Daj szczęście, bólu morze,
Niech mnie rwie jego siła.
Tylko powiedz, o Boże,
Co chcesz, abym czyniła?
Jeśli chcesz, niechaj tchnienia
Modlitwy mnie ponoszą,
Lub oschłość cierpienia
Krwawymi łzami zroszą.
O, Boże mój Najwyższy,
W tym cała moja siła,
Byś mi zawsze objawiał:
Co chcesz, abym czyniła?
Daj mi, Boska Mądrości,
Słońce wiecznego świtu
Lub gęste mgły ciemności,
Lata głodu, dosytu;
Daj zorze lub noc czarną,
By wszystko zasłoniła,
Tylko powiedz mi wtedy:
Co chcesz, abym czyniła?
Jeśli mi dasz wytchnienie,
Przyjmę je z Twojej ręki.
Jeśli ześlesz cierpienie,
Zniosę wszystkie udręki.
Dasz śmierć, ja czekam, Panie,
Aby mnie już objęła,
Kiedy chesz, tylko powiedz:
Co chcesz, abym czyniła?
Pójdę na same szczyty:
W nagie Golgoty skały
Lub w Taboru błękity,
W szczęścia słodkie zapały.
Jak Job w cierpieniu, — jak Jan
Przy Tobie bym spoczęła,
Tylko powiedz o Panie,
Co chcesz, abym czyniła?
Wśród zmiennych losów życia,
Jak Józef sprawiedliwy
Lub Dawid wśród ukrycia
Czy Jonasz nieszczęśliwy
Chcę, by się każdej chwili
Twa wola wypełniła,
Dlatego błagam, powiedz:
Co chcesz, abym czyniła?
Czy słowa Twe posłyszę,
Czy będziesz trwał w milczeniu,
Czy łan się rozkołysze
Lub zamrze w opuszczeniu,
Chcę wytrwać i zachować
Twe Prawo, tam ma siła,
Więc na każdy czas, powiedz:
Co chcesz, abym czyniła?
Twoją jestem, na zawsze,
Od Ciebiem życie wzięła,
Powiedz mi więc, o Boże,
Co chcesz, abym czyniła?
Oczywiście, autorką jest św. Teresa od Jezusa :) A skoro dobrnąłeś/aś aż dotąd, więc westchnij za mnie, żeby mi powiedział, co chce, abym czyniła :)

10 października 2008

a może na Madagaskar?...

I tak się dzieje, że na napisanie czegoś z wnętrza mojej własnej głowiny, czasu nie mam zupełnie. Dlatego też żeruję na cudzych. Tym razem chcę wam polecić lekturę listów rasowej misjonarki. S. Władysława Piróg pracuje na Madagaskarze. Zaczynała w lesie, teraz mają porządną szkołę i pracownię haftu i tkactwa ( i wikliniarstwa jeszcze). Ponieważ właśnie jest na urlopie, mnie przypadło w udziale wstawiać wszystkie polskie znaki (z góry przepraszam, za ich braki) do 50 stron listów i opracowań, jakie zebrała razem. Na szczęście język ma bardzo lekki, anegdotyczny i czytałam to z przyjemnością.
Tydzień misyjny się zbliża, więc - jakby co - to mam pełne jej błogosławieństwo na to, żeby te listy szły w świat :) więc proszę ściągać, kopiować, publicznie czytać w całości i we fragmentach :)

Jak ktoś potrzebuje zdjęć w lepszej jakości, to proszę zajrzeć na profil i mailem się do mnie osobiście pofatygować.

A teraz jeden liścik - na zachętę:

Fianarantsoa, kwiecień 2004

We wschodniej części wyspy, w okolicach Mananjary mieszka plemię Antambahoaka. Sądzi się, że przybyli oni na wyspę jako jedno z ostatnich plemion. Ich król Rabevahoaka był Arabem. Mają wiele swoich tradycji, między innymi zwyczaj obrzezania chłopców.

Obrzezanie na Madagaskarze jest zwyczajem powszechnym, natomiast w Mananjary, stolicy wyżej wspomnianego plemienia, obchodzi się je w sposób uroczysty co 7 lat pod nazwą: “Sambatra”, co znaczy: szczęśliwy. Następnym razem napiszę coś więcej na ten temat.
Plemię to nie uznaje bliźniaków. Jedna z sióstr, z którą mieszkam, zapytana dlaczego tak jest, odpowiedziała mi, że według ich wierzenia, kobieta może urodzić jedno dziecko i to jest normalne. Jeżeli na świat przychodzą bliźniaki, to jest to rzecz niezgodna z naturą i to z pewnością przyniesie nieszczęście. Takie dziecko wg ich wierzeń np. zabije kiedyś matkę.

Słyszałam też inną wersję, opowiedzianą przez nieżyjącego już malgaskiego biskupa.

Kiedy plemiona toczyły ze sobą walki, kobiety wraz z dziećmi uciekały do lasu, mężczyźni zaś bronili wioski. Jedna z kobiet miała bliźniaki i nie mogła tak szybko biec do lasu z dwójką dzieci, jak jej towarzyszki. Została dopadnięta przez wojowników i zabita wraz z dziećmi. Od tego czasu uważa się, że bliźniaki przynoszą nieszczęście.

Dawniej sposoby pozbywania się dzieci były bardzo drastyczne. Zaraz po urodzeniu zostawały porzucane i nikt nie miał prawa ich wziąć ani dotknąć. Albo też kładziono je na progu stajni, gdzie było bydło. Jeżeli wychodzące zwierzęta nie stratowały maleństw, wtedy był to znak, że dziecko jest oczyszczone, że nie przyniesie nieszczęścia oraz, że wolą Zanahary, czyli Stwórcy jest to, aby żyło.
Mamisoa (słodki dobry) i Mamitiana (słodki kochany) - nazywani potocznie “Kambana”(bliźniacy) mają po 11 lat. Ich ojciec pochodzi z plemienia Antambahoaka.

Po ich urodzeniu zażądał pozbycia się dzieci, ale matka, pochodząca z plemienia Betsileo, nie chciała się zgodzić, więc opuściła męża i wróciła do rodziny. ”Kambana” z matką, babką i starszym bratem mieszkają w jednej malutkiej wynajętej izbie. Wszyscy śpią na podłodze, mają jeden garnek i pudełko na ubranie. Babka, 80-letnia staruszka, pierze bieliznę w rzece i przez to zarabia trochę pieniędzy. Jest bardzo spracowana i często smutna. Nie zawsze znajdzie pracę... szczególnie w porze deszczowej, kiedy często pada i nie ma gdzie suszyć bielizny. Matka bliźniaków albo sprząta u ludzi, albo zajmuje się praniem. Dzieci często chodziły obdarte i głodne. Spotykałam je przy rzece, siedzących przy stercie brudnych ubrań.

Małe, podobne jak dwie krople wody buzie, czarowały swym przesympatycznym uśmiechem...

Zaczepiłam ich kiedyś i zaprosiłam do naszej szkoły. Przyszli z mamą. Było to 3 lata temu. Mieli na sobie sweterek z lat lat wczesno-dziecięcych i spodenki zawiązane sznurkiem. Jeden, bardziej śmiały i wygadany, drugi chował się za bratem i powtarzał za nim jak papużka.

Zaczęli u nas naukę w grupie alfabetyzacji. Wpierw jednak dostali ubranie, zeszyty i co najważniejsze, coś do jedzenia. Często byli nieobecni w szkole i powód ciągle ten sam: brak ryżu w domu, więc często nie mieli sił iść do szkoły. Byli w tym rozbrajająco szczerzy.

“Wczoraj - mówi mi Mamisoa – tak chciało mi się jeść, że zamykałem szybko oczy, aby spać. A Mamitiana – dodał swoim cienkim głosikiem – to aż płakał, więc babcia dała mu wody.”
Słysząc to, ja też nie mogłam powstrzymać łez...

Od tamtego czasu codziennie jedzą obiad w szkole. Dziewczęta ze szkoły zawodowej szyją im czasem ubrania. Bliźniaki są bardzo wdzięczne i... pracowite. Zawsze widzą bałagan w moim biurze i to 5 minut po moim sprzątaniu! Więc przychodzą pozamiatać i nie omieszkają mi przypomnieć, jak to dobrze, że ja ich tu mam, bo inaczej ciągle byłoby brudno. Tyle, że... sprzątamy po sobie nawzajem, bo na serio traktują obowiązki uczniowskie i kiedy zadzwoni dzwonek, to zostawiają na środku rozlaną wodę i gonią na lekcje. A ja po nich sprzątam. I jest prawie pewne, że przylecą na przerwie, aby zobaczyć jak ładnie siostrze posprzątali biuro.

Z ich postępem w nauce nie jest jeszcze najlepiej. Zrobili jednak duży krok do przodu i jeszcze większy w postanowieniu. “Wiesz – mówi mi Mamisoa (to nasza gaduła) – obiecałem sobie, że będę już uważał na lekcjach, uczył się w domu i modlił się codziennie, aby ci nie było za mnie wstyd. Co też pomyślą dzieci z Polski, że jestem taki duży i nic nie umiem”.

Nigdy nie mogłam zapamiętać, który jest który. (Czy patrząc na zdjęcie potraficie dostrzec różnicę?). Często mi wypominają, że tyle już tu są, a ja ciągle nie wiem, jak mają na imię.

“Taka jesteś duża, a nie umiesz zapamiętać naszych 2 imion – usłyszałam kiedyś”. No cóż... Więc aby już jakoś wypaść choć jeden raz, poprosiłam Mamisoa, aby mi coś podał. I tym sposobem wiedziałam, jak nazywa się drugi. Ileż mieli radości, że wreszcie duża siostra umie coś zapamiętać!

Dwa miesiące temu matka bliźniaków zostawiła swoje dzieci i pojechała na południe wyspy. Nikt za bardzo nie wie gdzie... Dzieci zostały z babką, która ma coraz mniej sił. Bardzo tesknią za mamą i może dlatego tak bardzo szukają ciepła i miłości u innych.

Wiele jest u nas dzieci opuszczonych. Znajdują schronienie u dalszej rodziny, która często nie potrafi im zapewnić normalnych warunków do rozwoju, obdarzyć miłością i dać codziennie talerz ryżu...

Szczególnie teraz, kiedy ostatnie 2 cyklony: Elita i Gafilo zniszczyły wiele zbiorów. Ryż jest obecnie bardzo drogi.

Na naszej misji zaczęłyśmy budowę jadłodajni dla ok. 300 dzieci, które cierpią na niedożywienie.

Mamisoa i Mamitiana przekazują gorące pozdrowienia, do których dołączam się i ja.

S.Władysława z Madagaskaru
A całe 50 stron takich i innych słów i zdjęć z Madagaskaru znajdziecie tutaj:

2 października 2008

zapraszam do Etiopii

Po powrocie z Londyńskich wakacji do Polski, z dziką siłą rzuciło się na biedną mnie 1001 drobiazgów (oraz grubszych rzeczy) do zrobienia i napisania. Więc pomimo przemożnej chęci dorzucenia paru refleksji na temat słynnego sporu z Kongregacją i pewnej inspiracji ekumenicznej, muszę tą wypowiedź odłożyć na później...
Tymczasem zapraszam do pięknej Etiopii w dwóch odsłonach:
- zdjęcia Eugenio Lizardiego
Ethiopia 2005


- i takie zwykłe ze wspólnoty i pracy naszej siostry Janiny Jendy
zdjecia Jasi - Etiopia

Miłego zwiedzania Wschodniej Afryki :)