25 grudnia 2020

Wielu gromów wspólny błysk: epilog z przesłaniem.

Epilog 

Miałam wielką pokusę (a nawet i zamiar) pokazać zjawisko "strajkujących" "kobiet" w kontekście sztuki manipulacji, wojennego rzemiosła, kataklizmu zwanego rewolucją, a nawet -  w barwach apokaliptycznych. Ale usiadłam i poczekałam aż mi przejdzie. Przeszło. W internecie jest mnóstwo mniej lub bardziej przenikliwych analiz, które bym tylko powielała, a może nawet wykrzywiała, przez mój brak kompetencji do wymądrzania się na tak specjalistyczne tematy. 

Symbol prosty, lecz haniebny. 
Okrzyk hadki, chociaż jędrny. 
Tłumu gniew pieniędzmi tkany. 
Winien znów Ukrzyżowany.


Przesłanie

Kończąc tą serię, chciałabym zdradzić jej źródło:

Oto kiedy wróciłam do Polski i do pracy z naszymi niepełnosprawnymi dziewczynami, okazało się, że od kilku lat część z nich podejmuje się Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Do dziś nie przyzwyczaiłam się do tego faktu. Za każdym razem, kiedy o tym myślę, ich szczera i naprawdę zaangażowana modlitwa za zagrożone dzieci, robi na mnie prawdziwie piorunujące wrażenie. 

"Jeśli zamilkną, kamienie wołać będą" - ostrzega Jezus. Tu, kiedy miłość matek i ojców zawodzi, Pan Bóg wzbudza duchowe macierzyństwo w dziewczynach, które same matkami nie są być w stanie. 

Co więcej, wedlug wymagań eugeniki, każda jedna nadawałaby się do eksterminacji przed porodem i "wyzwolenia" swojej fizyczne matki z problemu urodzenia dziecka niepełnosprawnego. One same nie są tego świadome. Litują się nad "chorymi dziećmi", które mogą być zabite za to, że są chore. Chcą je chronić tak, jak mogą. (Zasługa Duszpasterstwa na Górze Świętej Anny i moich poprzedniczek).

A są świadome siły swojej modlitwy, bo wielokrotnie się przekonałyśmy, że Pan Bóg ma wyraźną słabość do ich wołania. Dla nich to oczywiste. Dla mnie, w miarę sprawnej intelektualnie - zdrowo upokarzające. Dzięki nim i ja włączyłam się czynnie w Adopcję Dziecka Poczętego. 

Tymczasem wena, stara wariatka, obudziła się po dwudziestu latach i dzięki temu moje życzenia bożonarodzeniowe łączą się w tym roku z piosenką-kolędą o moich Dziewczynach właśnie. Śpiewamy ją wspólnie:

13 grudnia 2020

Wielu gromów wspólny błysk: Biblijna opera mydląca oczy

Biblijna opera mydląca oczy


Nie lubimy granic i zakazów. Mamy to po rodzicach. Pierwszych. Scena spod Drzewa Poznania Dobra i Zła dała początek niezliczonej ilości wariacji, tak na kartach biblijnych, jak i w prywatnym, małym życiu ludzi bezszelestnie przemykających przez scenę tego świata. Zawsze ta sama łasa na pochlebstwa diabła ludzka próżność chciwie łyka słowa takie, jak: "masz prawo", "sama zdecyduj", "nie powól sobie", "masz swój rozum" sugerujące, że Bóg – kiedy zakazuje – jest despotą i tyranem zazdrośnie strzegącym swojej władzy nad decydowaniem co jest dobre, a co złe, która przecież należy się człowiekowi. Jakie to znajome, prawda? Wybór, nie zakaz. Świat, Bóg, i własna boskość na wyciągnięcie ręki według tego, jak widzi je Szatan zostały sprzedane człowiekowi w mistrzowski sposób. A skutek, opłakany i zawsze ten sam, bo człowiek sam z siebie nie potrafi wybrać dobra a zatrzymać się i odwrócić od zła. Wydaje więc samego siebie na pastwę swych nieszczęsnych wyborów.


Kain został ostrzeżony, że grzech leży u jego wrót, ale wybrał zabójstwo, które zmieniło w piekło jego własne życie i życie jego potomków.

Odrzucanie zakazów prawa, które Bóg wpisał w serce człowieka doprowadziło współczesnych Noemu do takiego stopnia niegodziwości, że ściągnęli zagładę na siebie i cały świat. Podobnie, choć w mniejszej skali swoimi czynami skutecznie przywołali na siebie śmierć lubieżni mieszkańcy Sodomy, czy okrutne plemiona zamieszkujące Palestynę przed przybyciem Izraela. 

Co gorsza, Izrael (jak Polacy) "przed szkodą i po szkodzie głupi", do dzisiaj poświęca Boga na ołtarzu kompromisów z narodami ościennymi (w wersji współczesnej z neomarksizmem), które prowadzą wprost do bałwochwalstwa i demoralizacji, aż do kultycznego mordowania dzieci w ofierze Molochowi, tudzież do budowania miast (cywilizacji) na ich szczątkach. A to - od krwi Abla - woła do Nieba o pomstę.

Wybór grzechu to przywoływanie zagłady. Bóg to wie i stawia jasny zakaz - dla naszego dobra. Ale człowiek woli "mieć wybór" z własnego nadania, aby swobodnie, otumaniony iluzją własnej przenikliwości, wybrać własną zagładę.

Nie tylko nie lubimy zakazów. Mierzi nas przypominanie o konsekwencji dokonanych wyborów. Nasza duma tego nie znosi. Do tego stopnia, że w bucie swojej gotowi jesteśmy Bogu przypisywać nieprawość, kiedy zaproszone przez grzech na scenę wkraczają śmierć i zniszczenie.



W Raju były dwa drzewa


Smak raz skosztowanego owocu poznania dobrego i złego pozostaje w ludzkich ustach do końca świata. Bóg zagrodził drogę do Drzewa Życia, aby człowiek sobie i światu nie wyrządził jeszcze większej krzywdy. Jednak w miarę jedzenia apetyt rośnie. Mając owoc z jednego drzewa, kolejne pokolenia atakują straż Drzewa Życia i wyciągają rękę po władzę nad życiem i śmiercią. Cudzą i własną. 

Najprościej uzurpować tę władzę pozbawiając innych prawa do życia. Ale już za progiem czai się, prześlizgując się od absurdu do awangardy i od zgorszenia do afirmacji, nieobliczalny transhumanizm. Selekcja nienaturalna, rozcieńczanie tożsamości, eksperymentalna deformacja osobowości... 

Aż przyjdzie chwila, kiedy próbując wyszarpać gałąź Drzewa Życia spoza granic Wieczności, ściągnie sobie człowiek na głowę – koniec. Granicę i zakaz, którego nawet iluzja bezkarnego wyboru się nie ima.

Krótkowzroczne jest odrzucanie zakazów ustanowionych z myślą o wieczności.

1 grudnia 2020

Wielu gromów wspólny błysk: Hrabianka - perspektywa ma znaczenie.

Hrabianka - perspektywa ma znaczenie


Hrabianka rzeczywiście ma w sobie błękitną krew i nietuzinkową osobowość. Zanim się zestarzała i zwiotczała (niepełnosprawni starzeją się dużo szybciej), była piękną czarnooką dziewczyną o figurze modelki i ujmujących manierach, które rzucały się w oczy nawet pomimo jej upośledzenia. Charakter i wolę życia ma tak silną, że medycyna wobec niej nie ma nic do powiedzenia i wszystkie jesteśmy przekonane, że Hrabianka zejdzie z tego świata tylko wtedy, kiedy uda się ją przekonać Panu Bogu. Już tyle razy wydawało się, że lada godzina wyda ostatnie tchnienie, kiedy dnia następnego odradzała się jak feniks z popiołów, znów pełna nieposkromionej siły woli, aby dopiąć swego.

Jednym słowem: jest naprawdę zjawiskowa. Gdyby była pełnosprawna na sto procent byłaby gwiazdą - sławną, uwielbianą i  znienawidzoną, brylującą na salonach i królującą na okładkach kolorowych pism. Do dziś mam w pamięci, jak paręnaście lat temu oszałamiała na balu karnawałowym jako panna młoda czy znów jak dostojnie się poruszała jako Kleopatra.


Ale Pan Bóg na tym świecie ukrył ją za gęstą zasłoną upośledzenia. Po tamtej stronie Hrabianka rozkwitnie w całej swojej krasie, a ja będę dumna, że zmieniałam jej pampersy i przykrywałam czerwonym kocykiem (na jej uporczywe życzenie) kradzionym sąsiadce. Jednak patrząc na nią bez Boga i wieczności, na łóżku leży tylko chuda i zbrzydła już dziewczyna godna jedynie pustej litości, a dla niektórych – niegodna nawet własnego zaistnienia.



Zjawiskowa Hrabianka uwięziona w niepełnosprawności może nauczyć nas uważniej i pokorniej spojrzeć w swoje własne odbicie: To widzą inni. 
Co widzą, a czego nie widzą, choć jest?
Piękno ukryte pod brzydotą? 
Szpetota przykryta blichtrem? 
Gdzie szukać mojego własnego prawa do zaistnienia?