26 września 2021

ABC, czyli Atlas Bakcyli Chrześcijańskich: K jak kompromis

 Nie sposób było nie popełnić tego wpisu przy takiej ciętej Ewangelii, jak dzisiejsza.


Bo kompromis, to nie tylko bakcyl, ale zmora i prawdziwa makro i mikro i w ogóle - w każdym wymiarze - zaraza. Taki malutki, niewinny i kulturalny. Cywilizowany, pełen kunsztu i ogłady. Nie wymaga wyrzeczeń - oprócz wyrzeczenia się (przynajmniej i na początku) własnego przekonania, hierarchii wartości...


Oczywiście, nie mówię o kompromisach życia codziennego. Chodzi o kompromis dotyczący życia wiecznego. Tu Pan Jezus jest... no właśnie: cięty! Mówi: ciąć! Jest takie pole, z którego nie można oddać nawet piędzi. Takie słowo, z którego nie wolno zetrzeć ani literki. Płomień wiary, od której nie wolno odpalić ogarka dla diabła.

Tymczasem i w wielkim świecie współczesnej teologii i w małym świecie codziennych zmagań z pokusami - dajemy się wodzić na kompromis. I jak w pierwszym przypadku na przykładach żywotów wielu tęgich umysłów widać jak na dłoni, że kompromis za kompromisem, dzieło za dziełem - oddalali się coraz bardziej od Prawdy, tak w przypadku drugim każdy zna gorycz wielokrotnych upadków w to samo błoto. 


A przecież doskonale wiemy, gdzie trzeba było powiedzieć pierwsze i nieprzejednane: - Nie!


25 września 2021

Błogosławiony - nagranie z rękopisów

Było to chyba w roku 1999, choć głowy nie dam. Na Kongresie Misyjnym w Częstochowie miałyśmy - jak to się mówiło - animować Różaniec Misyjny.

Na tą okazję powstał "Błogosławiony", który w całości - znów, jeśli dobrze pamiętam - był później wykonywany jeszcze tylko na którymś z FSM-ów na Kalwarii Pacławskiej (dzięki czemu został utrwalony w nutkach i chwytach :) ).

Ponieważ - mimo wszystko - rękopisy nie płoną, możecie go po ponad dwudziestu latach posłuchać. Na razie w wersji surowej. Może kiedyś doczeka się ludzkiej aranżacji ;)
 
UWAGA
Kto w telefonie nie widzi pod tekstem filmu na YT - TUTAJ można zobaczyć ;)



Błogosławiony niech będzie Ten,
co przed wiekami ukochał mnie,
życie za mnie dał,
swym tchnieniem ożywia mnie.

Swym Słowem wypełnia usta me,
posyła do nieznanych serc,
bym pukał i głosił:
jesteś dla Boga wszystkim.

I

Radość rozkwitła w sercu mym pod dotknięciem Twoich rąk
odkąd otarłeś moje łzy, gdy we mnie życie umarło.

- Mario idź i powiedz im: Jeśli uwierzą i będą czekać,
wszystko odzyska sens. Bogiem przestanie być śmierć.

II

Ziarno pokoju jest w sercu mym, jego korzenie splatają mnie.
Jestem pewien, że dajesz mu wzrost, bym go w sercach rozsiewał.

- Idźcie na świat i głoście: Mamy jednego Ojca w Niebie.
Pokój to znaczy miłość, pokój to znaczy życie.

III

Ufność rozlałeś w duszy mej, jak wonny olejek na Twoją cześć.
Znasz moją słabość jak nikt - uczyniłeś mnie Twoim heroldem.

- Nie bójcie się głosić Nieba. Wypełnię was po brzegi prawdą.
Duch Mój rozpali serca, odnowi oblicze ziemi.

IV

Chcę być posłuszna woli Twej, wypełniać Fiat, jak Twoja Matka.
Wyrwałeś śmierci ciało Tej, w której się skryłeś, Najwyższy.

- Szczęśliwi ci, którzy wierzą mi, że każde życie jest święte.
Ja jestem w życiu tym. Ja jestem Życiem sam.

V

Wpatruję się w świętą zmęczoną twarz, dotykam zmarszczonych czuwaniem rąk,
Tej, co spojrzała w oczy Boga i rozjaśniła uśmiechem świat.

- Jeśli ktoś z miłości do Mnie zachowa wszystkie Słowa w sercu,
Ojciec pochyli się, na zawsze zamieszka w nim.

EPILOG

Nie ma miłości większej od tej, gdy Ktoś życie swoje za mnie oddaje.
Wszystkim jest dla mnie mój Bóg, bo ja jestem wszystkim dla Niego.

- Nie wyście Mnie wybrali, lecz Ja wybrałem i przeznaczyłem,
byście przede Mną szli, aby wasz owoc trwał.

17 września 2021

Franciszek prawdziwy


Dzisiaj w naszym Zakonie obchodzimy święto Stygmatów św. Franciszka. Tego prawdziwego. Bo ten medialny: ekologiczny, tolerancyjny, międzyreligijny i skupiony na uprzejmości i relacjach międzyludzkich to jakaś - delikatnie mówiąc - pomyłka. To tak, jakby skupić się na wzorze tkaniny jego habitu i ze splotów nici wróżyć jego duchowy testament dla ludzkości.

Franciszek jest prawdziwy w jego własnych słowach, w relacji braci, którzy z nim żyli. Tam możemy zobaczyć, że jedynym kluczem do zrozumienia i naśladowania św. Franciszka jest miłość do prawdziwie wcielonego Słowa - dlatego Reguła naszego Zakonu to po prostu jak najwierniejsze naśladowanie Ewangelii. To jest miłość do prawdziwego Ciała i Krwi Pańskiej - stąd w jego pismach tyle wezwań do czci Najświętszego Sakramentu i do Jego szafarzy, jakimi by nie byli. Wreszcie to miłość do Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego - jednym z darów naszego Zakonu dla Kościoła jest gorące nabożeństwo do Męki i Śmierci naszego Pana.


Św. Franciszek całe życie, odkąd spotkał Ukrzyżowanego twarzą w twarz w kościółku św. Damiana, z wszystkich sił i na wszelkie sposoby starał się upodobnić do Ukrzyżowanego. Być ubogi, jak On, wzgardzony, posłuszny aż do śmierci, miłujący nawet oprawców, dobrowolnie się uniżający...

W końcu, Pan sam ukoronował pracę Franciszka, dokończył dzieła upodabniania się, znacząc go stygmatami. Franciszek umarł jako zupełnie podobny do Chrystusa.


Osiąganie podobieństwa, upodabnianie się jest tajemnicą życia, kluczem do zrozumienia każdego z nas. Pytanie tylko, do kogo się upodabniamy? Ten proces nie zachodzi sam z siebie. Jest dziełem przeżytych przez nas kolejnych dni.

11 września 2021

ABC czyli Atlas Bakcyli Chrześcijańskich: J jak jednowymiarowość

W ostatnim stuleciu straciliśmy z oczu nawet nie piąty - typowo chrześcijański wymiar, ale i czwarty. Zostały nam trzy wymiary - do kupy wziąwszy: jeden. Dotykalna przestrzeń w teraźniejszości. Brzmi niby realistycznie i racjonalnie, ale jest to rzeczywistość i racja zwierzęca, albo - w nieco lepszym przypadku - ateistyczna. Czwarty wymiar to czas, a piąty - wieczność. Dopiero taką perspektywę można nazwać naturalną dla chrześcijanina.
Spróbuję pokazać to na przykładzie, żeby nie popaść w niestrawną żonglerkę mądrze brzmiących wyrażeń.

Otóż: Msza Święta. 

Zmiany ostatnich kilkudziesięciu lat sprawiły, że stała się celebracją wspólnoty zbierającej się wokół ołtarza, skoncentrowanej i zależnej od aktualnie zbierającej się tam grupy społecznej. Sam układ zgromadzenia i akcji liturgicznej zamyka uczestniczących we własnym towarzystwie. Czasem jest to nawet dosłownie koło, najczęściej - rodzaj układu teatralnego, gdzie najważniejsza jest interakcja między aktorami kreującymi rzeczywistość sceniczną, a widownią, która tę scenę obserwuje. 

Każdy, kto choć raz grał na scenie lub choćby bywał w teatrze wie, że jest to układ samozamykający się. Na czas spektaklu istnieje tylko aktor, opowieść i widownia. Nic dziwnego, że to od kreatywności i talentu aktora zależy, czy widzowie dadzą się mentalnie wciągnąć na scenę, czy też będą żądać zwrotu za bilety. Od akustyki i oświetlenia zależy, czy dotrze do nich coś z wysiłków aktora. Od widowni zaś, czy zrozumieją i dadzą się wciągnąć w specjalnie dla nich wykreowaną opowieść. 


Tak się dzieje, kiedy obowiązuje nas jedynie długość, szerokość i wysokość teraźniejszości. Nawet, jeśli pojawia się czas - przeszłość, czy przyszłość, służyć mają rozgrywanej akcji lub pogłębiać zainteresowanie widowni. Wieczność zaś... jest niemal abstrakcją, od której należy odwrócić oczy, by nie stracić cennych chwil teraźniejszości zamkniętego kręgu. Od niej bowiem zależy wszystko.


Tymczasem - jak wygląda rzeczywistość Mszy Świętej?

Nasze trzy widzialne wymiary teraźniejszości to tylko maleńki wycinek świata. My, uczestniczący we Mszy jesteśmy jedynie małą cząstką wielkiego tłumu ludzi żyjących od początku Kościoła przed nami, z nami i po nas. Mało tego. Nasza widzialna obecność ginie w mnogości obecnych przed ołtarzem aniołów i wszelkich bytów niebieskich. Wszyscy święci, jakich jesteśmy zdolni pomyśleć, są obecni. Wszyscy zmarli, czy to cierpiący w czyśccu, czy już oglądający chwałę Boga - są obecni.
A to tylko czwarty wymiar - piąty jeszcze bardziej przyprawia o zawrót głowy.

Częściowo już sama świadomość, czym jest wspólnota gromadząca się na Mszy (że rozciąga się na wszystkich członków Kościoła żyjących na przestrzeni wieków oraz wszelkie byty Nieba) już otwiera na wieczność. To, CO się dzieje w czasie Mszy Świętej jeszcze bardziej przekracza wymiar i teraźniejszości i historii: jest jakby krawędzią czasu, znad której widać - oczami wiary - Początek i Koniec, Stworzenie i Apokalipsę, Krzyż i Zmartwychwstanie. I nie jako rzeczywistość kreowaną przez uzdolnionego aktora, ale uobecniającą się i objawiającą na rozkaz Boga - dzięki mocy, jaką owemu kapłanowi powierzył.


W tym znaczeniu, można spokojnie powiedzieć, że układ celebracji zamykający przestrzeń do interakcji kapłan-wierni, jest dez-orientacją. Tracimy z oczu, oczu wiary, przytłaczającą część rzeczywistości sakramentalnej.

Ale, to był tylko jeden z przykładów. W podobnym kluczu można przeanalizować, w ilu wymiarach dostrzegam, przeżywam i rozwiązuję moje codzienne dylematy. 
Czy przesadna troska o zdrowie i dobrobyt, pobłażliwe poczucie wyższości wobec dziedzictwa Kościoła przed wiekiem dwudziestym, tudzież utożsamianie życia duchowego z kondycją psychiczną - nie są symptomami tego samego bakcyla, jednowymiarowości?