(para)liturgia abp Fulton John Sheen Akatyst Alfred Delp Antonietta Meo antysemityzm artykuły autobiograficznie Belgia Benedictines of Mary Queen of Apostle Benedykt XVI Betlejem bł. Anna Katzrzyna Emmerich bł. Maria od Męki Pańskiej bohomazy Budapeszt C.S. Lewis celibat Chile Chiny cierpienie Cristina Scuccia Daniel Olbrychski dr Kenneth Howell Droga Krzyżowa dusze w czyśccu cierpiące Egipt eremityzm eschatologia stosowana Etiopia EWTN Film o Basi FMM garnki świętych gender Gianna Jessen Gloria Polo Gorzkie Żale Grupa MoCarta Harald Meldal Eia homeopatia Janusz Radek Jarmark Cudów Jeanne Bigard joga Johann Pachelbel Johann Sebastian Bach kard. Antonio Cañizares Llovera kard. Francis Arinze kard. Raymond Burke Karmel Kenia Khalil Gibran kmiotek teologiczny krajobrazy ducha ks. Bernardo Antonini ks. Guido Marini ks. Kazimierz Matwiejuk ks. Marian Rajchel ks. Mateusz Dziedzic ks. Nicola Bux ks. prof. Józef Naumowicz Ks. Rafał Sorkowicz SChr ks. Roman Kneblewski ks. Sergiusz Orzeszko IDP książka lekko Leszek Kołakowski Leszek Korzeniecki Liban Londyn m. Mary Angelica of the Annunciation PCPA Madagaskar Marek Grechuta maryjnie metropolita Chios Psarry i Oinousses Marek Michael Voris misje Mniszki św. Pawła Pierwszego Pustelnika (paulinki) modlitwa Modlitwa Jezusowa nadinterpretacje Nick Vujicic nowenna o. Adam Bartyzoł CMF o. Anzelm Fraczek OSPE o. Augustyn Pelanowski OSPPE o. Benedict Groeschel CFR o. Joachim Badeni OP o. John O’Malley SI O. Joseph-Marie Verlinde o. Józef Witko OFM o. Mark Kirby OCist Ojcowie Pustyni papistka Passion of the Christ Piotr Jaskiernia (Hiob) poezja pomruki powołanie powołanieRepublika Środkowoafrykańska półgębkiem przez oczy do serca przez uszy do duszy psalmy oparte na faktach psychologia qi Radek Malinowski Real Catholic TV Robert Tekieli Rosalind Moss Rosja Różaniec Rumunia s. Gabrielis Monika von Ballestrem FMM s. Jadwiga Wudarczyk CR s. Władysława Piróg FMM s. Yolanda Moquete FMM Słowo-twórstwo spowiedź Szymon Hołownia św. Ambroży z Mediolanu św. Charbel Makhlouf św. Franciszek z Asyżu św. Józef z Kupertynu św. Pio z Pietrelciny św. Teresa od Jezusa świątecznie Tanzania teatr walka duchowa Wietnam wilcze stada Winogradów Wisława Szymborska Wojciech Cejrowski Wyspa (Ostrov) Yes Prime Minister z lasu przyniesione za życiem

10 września 2009

Господи, Иисусе Христе, Сыне Божий, помилуй мя грешнаю

Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzeszną.

To słowa Modlitwy Jezusowej

Przedziwne slowa, przedziwna modlitwa, i nawet historia jej wkorzenienia się w moje życie jest przedziwna.

Pamiętam pierwsze spotkanie: jakieś (ponad?) 10 lat temu w postulacie (na początku formacji zakonnej), jedna z sióstr miała o niej wykład. Zafascynowana Rosją, duchowością prawosławną (siedzi już dobrych kilku lat w Rosji), opowiadała, jaka to cudowna ta modlitwa jest ("i w ogóle"). Ja, będąc młodą postulantką o koserwatywnych ciągotach (wtedy jednakoż nie wiedziałam, że one "konserwatywne" są), burzyłam się i buntowałam (wewnątrz, ponieważ sztormy wynikające z mojego temperamentu od 15 roku życia zwykłam przeżywać we własnym mikrokosmosie; no, może poza paroma naprawdę nielicznymi wyjątkami...) na następne importowane dziwactwo. 

Gdzieś się jednak "to to" zagnieździło i jakies dwa lata później, w nowicjacie, dało o sobie znać. Spróbowałam, posmakowałam, zaczęłam odmawiać. Ale że zmysł wzroku jeszcze miałam mało wykształcony i własnych grzechów niemal nie widziałam, więc cała forma nie widziała mi się - odmawiałam najkrótszą wersję: "Jezus". Różaniec na ten czas był w defensywie.
Przyszła jednak z wiekiem świadomość, że starzeję się w mojej nieprawości i... pokornie rozszerzyłam formułę, całym sercem doceniając każdy wyraz.

Nie odmawiam jej regularnie, choć powinnam - regularność jest w niej (zresztą wszędzie) bardzo ważna. Odmawiam ją zwykle idąc/jadąc itp. (ostatnio mam nowy patent: odmawiam ją także słuchając nieprzygotowanych albo heretyckich kazań - i to nie tyle w intencji kaznodziei, co swojej - żeby nie było... ;-P ) i w każdej wolnej chwili, kiedy mi się przypomni. A przypomina mi się często, bowiem dostałam przed wakacjami czotki (33) na rękę (szare :-) ), więc mam je ciągle przed oczami, bo moja duża wełniana zielona "setka" nadaje się raczej do pojemnych kieszeni (a to ze względu na rzucający się w oczy wielki zielony pompon na jej końcu, którego to pomponu racji teologicznych szukam do dziś - bez skutku).

Bywa, że odmawiam ją (niemal) całymi dnami - a to wtedy, kiedy samotnie chodzę po górach. I wtedy najlepiej widać, jak przedziwna jest ta modlitwa: splata w sobie uwielbienie i ukorzenie się, wołanie z głębi duszy i trwanie przed Majestatem Boga w duchowej ciszy, jest w stanie wyrazić radość i ból. Pamiętam, jak droga mi była, kiedy po chemiach leżałam jak zbity pies. Jest też dla mnie jak podręczny egzorcyzm przed lękami w samotności. 

Wychowała mnie (i wychowuje) do pokuty. Tu muszę krótko  w obronie pokuty stanąć, ponieważ wielu ludzi widzi ją w monstrualnej, karykaturalnej i nieludzkiej postaci - jako taki chrześcijański, podbudowany teologicznie masochizm. Nic bardziej błędnego. Pokuta wydobywa się z serca, które kocha i płynie do Serca kochanego, które się skrzywdziło. Jest wyrazem miłości. Jest tkliwym i pokornym "przepraszam". A język miłości ma to do siebie, że jest "zakodowany" przed oczami "niewtajemniczonych", ponieważ pod znakami, które widać, kryje się komunikacja serc. To może tyle, i tak niewiele... Trzeba jej po prostu zasmakować, pozwolić się w siebie wkorzenić...

A wszystko to z okazji poniższej:
Wiele razy słyszałam o filmie Wyspa, który niedawno pewna Dobra Dusza :) wrzuciła na glorię.tv. Miłośnikom akcji odradzam oglądanie. Miłośnikom kontemplacji - polecam: