"Tobie powierzam moją sprawę."
Najlepsze rozwiązanie, choć najtrudniejsze,
bo trzeba wypuscić z rąk i oddać w Inne Ręce.
Najlepsze rozwiązanie, choć najtrudniejsze,
bo trzeba wypuscić z rąk i oddać w Inne Ręce.
Sąd, jak na innym miejscu mówi Pismo, polega na tym, że ludzie wybrali ciemność, bo nie mogli znieść światła. To nie tak, że tylko świętość nie znosi grzechu. Grzech nie znosi świętości. Półcień jest polem zmagania i wypierania jednego przez drugie. Istnieje tylko do zwycięstwa którejś ze stron. Dlatego konieczne jest zaprzeć się samego siebie, żeby wybrać Życie Wieczne.
"Mówił Syjon: «Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał »."
"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest."
Łaska ma swój czas, swoje miejsce, swój sposób i swój cel.
Precyzja i harmonia Bożego działania są niepojęte.
Ale przez to też nie pojmowane.
Działanie Boże i słowo, które zostawia uzdrowionemu człowiekowi są proste i jasne. Ale wszystko, co dzieje się dookoła... Jakby celem tej całej karuzeli było odwrócenie uwagi od tego, co i dlaczego uczynił Jezus.
Czy nie jest to opowieść o naszej codzienności?
Zazwyczaj jest odwrotnie: całe życie spędzamy na badaniu, co jest nam miłe.
A potem okazuje się, że była to pogoń za wiatrem.
"Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika."
I tak to właśnie wygląda z miłością Boga i miłością człowieka.
"Mnie zawdzięcza swój owoc."
Prawdziwe i trwałe nawrócenie?
Szczęśliwa świętość pełna owoców?
On to sprawi i cudem będzie w naszych oczach!
Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzeszną...
To moja rola i moja decyzja: zwrócić się twarzą lub odwrócic się plecami.
Zawsze zostaje mi jednostronność.
Nawet brak wyboru, pozostaje wyborem: bo jesli nie twarzą to plecami;
i jeśli nie plecami, to twarzą ku czemuś lub przeciw czemuś się zwracam.
"Tylko się strzeż bardzo i pilnuj siebie, byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy, by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków."
Jak mówią, mądrość (ludzka) przychodzi z wiekiem, niestety, najczęściej jest to wieko trumny...
Po drodze jeszcze może przyjść gorzka mądrość życiowa, przed którą tak się broniła Agnieszka Osiecka w piosence "Wielka woda".
A tu, mądrość gotowa, nie gorzka, do wzięcia i zachowania. Do strzeżenia, żeby niemądrze nie wymienić jej na mądrość etapu.
Mówią, że najdłuższa droga to ta od głowy do serca.
Ale mi się zdaje, że dłuższa jest ta, co łączy opłakany stan, w którym się znajdujemy, z grzechami, w których tkwimy i z ich konsekwencjami.
Niechętnie dziś wiążemy te dwie rzeczywistości. Zwlekamy z tym na ostatni skok życia - z czasu w wieczność. Ba, karmimy się nawet nadzieją, że prawo to należy do zmurszałej przeszłości poprzednich, nieoświeconych pokoleń.
A gdyby stanąć przed duchowym lustrem Słowa Bożego takiego, jakim rzeczywiście Jest i przebyć tę drogę wcześniej? Może się okazać, że wszystkie inne drogi - zwłaszcza ta do przebaczenia innym - to żadne drogi: wszystko nagle przybliża się na wyciągnięcie pokornej (wreszcie) ręki.
Człowiek nawet nie pomyśli,
że Bóg odpowiada nie po jego myśli.
Że to godne jest i sprawiedliwe.
A dla nas - zbawienne.
"Daj Mi pić!"
Kroplę - nic
spalona ziemia
bez śladu wsysa.
Nie poraża Cię ta prosta myśl,
że Nieskończony - Z(a)męczony
chce ją pić?
Ojciec mówi, że "wszystko moje jest twoje".
Jeden wziął, co tylko mógł - i przepuścił.
Drugi o nic nie prosił, ale wszystko chciał mieć.
Dwa życia:
różnie wzięte w swoje ręce,
i różnie przepuszczone.
"Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce."
Nie potrafimy się nauczyć. Moglibyśmy mieć wszystko z ręki Boga - dzięki Jego nieskończonej miłości do nas, a wyciągając sami rękę po wszystko - nie cofając się przed najgorszą niegodziwością - zostajemy z niczym.
"Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne"
I kiedy tę boską miarkę, zamiast do Boga, do siebie albo do drugiego człowieka przyłoży, doświadcza przekleństwa, zdrady, zawodu. Bo człowiek to tylko człowiek.
U nas na Węgrzech dziś dzień zwykły i zwykłe są czytania. A w nich o uzewnętrzaniu wnętrza.
Na nic się zda granie i zaklinanie rzeczywistości.
Z serca na zewnątrz płynie to, co tam mieszka: czy to przekonanie o posiadanej władzy, czy zapatrzenie w Tego, który przyszedł, żeby służyć.
Chyba nie ma co się bać, jeśłi moje serce nie jest oddane złu, a z całych moich wątłych sił staram się żyć tak, żeby się Jemu podobać.
W sporze z grzechem, ludzką słabością, Bóg jest Tym, który wybiela. O ile to do Niego się o to w pokorze i w prawdzie zwrócę.
No właśnie, jaką miarą mierzycie?
A kiedy, od czego (do czego) i jaka miarka się przebiera?
Czemu wyznacza koniec, a czemu początek?
Mówią, że miarą jest Chrystus albo miłość Boża. Dobrze, ale w praktyce, w danej sytuacji: gdy trzeba granicę postawić, albo zburzyć? Albo zdecydować czy bronić, czy obejść?