Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

28 lipca 2025

A co, kiedy losy się rozplotą, czyli piosenka na czas.

Piosenka niby „na czas”, a powstawała latami. Najpierw jej prosty tekst dojrzewał bardzo długo, chyba ostatnie pięć – sześć lat. Wiele spotkań, oraz splatających się i rozplatających się losów ludzkich budowało ją słowo po słowie. 

Potem ubranie w dźwięki: splatanie i rozplatanie kanonu, przeciągające się nagranie. 

Nie było „na czas”, wręcz przeciwnie – musiało dużo wody upłynąć, najpierw w Kietrzańskiej Troi, a potem w Dunaju, żebym mogła się z Wami podzielić myślami i doświadczeniami, które próbowałam ubrać w słowa i dźwięki. 


W rękach człowieka
życie jak rzeka
pomiędzy palcami przecieka, ucieka
przecieka, ucieka

jak chwycić w ręce
rozbite serce
odzyskać stracone czym więcej, czym prędzej
czym więcej, czym prędzej
czym więcej, czym prędzej

na nasze szczęście
pod Boskim niebem
jest czas dla mnie
jest i dla ciebie
i wyznaczona wszystkim godzina
gdy mój dzień się kończy
a twój się zaczyna

na nasze szczęście
pod Boskim niebem
jest czas dla mnie
jest i dla ciebie
własny czas

na szczęście dla nas
ów palec Boży
to, co rozbite
znów w jedno złoży
o niebo Boskie
jak księgę zwinie
gdy wieczność się zacznie
a nasz czas przeminie

na szczęście dla nas
ów palec Boży
to, co rozbite
znów w jedno złoży
w Jego czas

W rękach człowieka
życie jak rzeka
pomiędzy palcami przecieka, ucieka
przecieka, ucieka
przecieka, ucieka...


24 grudnia 2022

Kantyczka bożonarodzeniowa

Bo ostatnio łatwiej mi zaśpiewać, niż powiedzieć. Świeżutka, przed chwilą w pośpiechu stworzona i nagrana.

Błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego!






Jezu malusieńki
w Hostii nagusieńki
pod stopami leżysz
a któż nam uwierzy
- w Niebo na ziemi

Jezu mój maleńki
płaczesz samiusieńki
huczne urodziny
bez Bożej Dzieciny
- nieświęte Święta

Pasterze królami
króle Herodami
kapłani kupcami
prorocy mnichami
- kto odda chwałę

Czemu znów się rodzisz
czemu nie przychodzisz
w blasku Twojej chwały
odmienić świat cały
- kiedy ta godzina

Oczęta sen morzy
w nich ukryłeś, Boże
mądrość niezgłębioną
moc nieogarnioną
- miłość zwycięską

Gloria, gloria
in excelsis Deo
- et in terra pax.

5 grudnia 2021

Nad cuda cud. Opowieść nie tylko wigilijna.

 Ponieważ moja opowieść wigilijna przez Tajemnicę Wcielenia próbuje rzucić promień światła na nasze największe prywatne pytania, niezrozumienia i bunty (tylko promień, więcej się nie dało...), dzielę się nią już teraz.


Nad cuda cud


Pewnego dnia, a był to maj

Z zielonych pól, dostojnych drzew

Stworzył Bóg pachnący oliwką gaj

Ogród jak z baśni, niewinny jak sen

Prawdziwy cud


Zapadła noc, rozpierzchł się maj

Rozległ się trzask, ogłuszył huk

Z diablej zazdrości zatrząsł się gaj

Pozostał chaos, brzydota i gruz

Zniszczony cud


Czy nie mógł Bóg biesa za róg

chwycić, zatrzymać, ratować cud?

Wszechmocny wstał, gdy opadł kurz.

Została grota wśród skalnych wzgórz

Nie wrócił cud.


Złotem biel ścian malował świt

Królewski syn powitał świat

Będzie jak ojciec – nie wątpił w to nikt

Dawcą pokoju na wiele lat

Wielbiony cud


Po murach baszt pełzał już mrok

Na polach jęk, w zaułkach krzyk

Z szatańskiej pychy król stracił wzrok

Tyrana nie chce nad sobą mieć nikt

Odrzucił cud


Czy nie mógł Bóg biesa za róg

chwycić, zatrzymać, ratować cud?

Wszechmocny wstał, gdy opadł kurz.

Znalazł pasterzem wśród skalnych wzgórz

Nie wrócił cud.


Korony drzew otulał cień

W niebo się piął młodzieńczy dąb

wzrastał i czekał na chwały swój dzień

Twardy jak stal wiatr składał mu hołd

Natury cud


Wilgotne łzy zarannej mgły

Pożółkły liść, dąb w oczach nikł

Z czarciej zawiści w pień wbił się grzyb

Po marzeń chwale nie ma już nic

Spróchniały cud


Czy nie mógł Bóg biesa za róg

chwycić, zatrzymać, ratować cud?

Wszechmocny wstał, gdy opadł kurz.

Kawałek pniaka wśród skalnych wzgórz

Nie wrócił cud.


Lecz nadszedł dzień, nastała noc

Bóg całe zło obrócił w proch

Jaskinia ciepła, a z pniaka żłób

Oczom pasterza ukazał się Bóg

Anielski cud.


Większy to kunszt, potężna moc

Chwalebny blask zwycięską noc

Rzuca do drobnych dziecięcych stóp

Sponiewierane, wziął sobie Bóg

Wcielony cud.


Nie pragnął Bóg biesa za róg

chwycić, zatrzymać, ratować cud.

Wszechmocny wstał, gdy opadł kurz.

Dzieciątkiem stał się wśród skalnych wzgórz

Na wieki cud.






25 września 2021

Błogosławiony - nagranie z rękopisów

Było to chyba w roku 1999, choć głowy nie dam. Na Kongresie Misyjnym w Częstochowie miałyśmy - jak to się mówiło - animować Różaniec Misyjny.

Na tą okazję powstał "Błogosławiony", który w całości - znów, jeśli dobrze pamiętam - był później wykonywany jeszcze tylko na którymś z FSM-ów na Kalwarii Pacławskiej (dzięki czemu został utrwalony w nutkach i chwytach :) ).

Ponieważ - mimo wszystko - rękopisy nie płoną, możecie go po ponad dwudziestu latach posłuchać. Na razie w wersji surowej. Może kiedyś doczeka się ludzkiej aranżacji ;)
 
UWAGA
Kto w telefonie nie widzi pod tekstem filmu na YT - TUTAJ można zobaczyć ;)



Błogosławiony niech będzie Ten,
co przed wiekami ukochał mnie,
życie za mnie dał,
swym tchnieniem ożywia mnie.

Swym Słowem wypełnia usta me,
posyła do nieznanych serc,
bym pukał i głosił:
jesteś dla Boga wszystkim.

I

Radość rozkwitła w sercu mym pod dotknięciem Twoich rąk
odkąd otarłeś moje łzy, gdy we mnie życie umarło.

- Mario idź i powiedz im: Jeśli uwierzą i będą czekać,
wszystko odzyska sens. Bogiem przestanie być śmierć.

II

Ziarno pokoju jest w sercu mym, jego korzenie splatają mnie.
Jestem pewien, że dajesz mu wzrost, bym go w sercach rozsiewał.

- Idźcie na świat i głoście: Mamy jednego Ojca w Niebie.
Pokój to znaczy miłość, pokój to znaczy życie.

III

Ufność rozlałeś w duszy mej, jak wonny olejek na Twoją cześć.
Znasz moją słabość jak nikt - uczyniłeś mnie Twoim heroldem.

- Nie bójcie się głosić Nieba. Wypełnię was po brzegi prawdą.
Duch Mój rozpali serca, odnowi oblicze ziemi.

IV

Chcę być posłuszna woli Twej, wypełniać Fiat, jak Twoja Matka.
Wyrwałeś śmierci ciało Tej, w której się skryłeś, Najwyższy.

- Szczęśliwi ci, którzy wierzą mi, że każde życie jest święte.
Ja jestem w życiu tym. Ja jestem Życiem sam.

V

Wpatruję się w świętą zmęczoną twarz, dotykam zmarszczonych czuwaniem rąk,
Tej, co spojrzała w oczy Boga i rozjaśniła uśmiechem świat.

- Jeśli ktoś z miłości do Mnie zachowa wszystkie Słowa w sercu,
Ojciec pochyli się, na zawsze zamieszka w nim.

EPILOG

Nie ma miłości większej od tej, gdy Ktoś życie swoje za mnie oddaje.
Wszystkim jest dla mnie mój Bóg, bo ja jestem wszystkim dla Niego.

- Nie wyście Mnie wybrali, lecz Ja wybrałem i przeznaczyłem,
byście przede Mną szli, aby wasz owoc trwał.

15 sierpnia 2021

Glina - na głos, pianino i wiolonczelę

Z wielką przyjemnością prezentuję "Glinę" opowiedzianą tym razem także pianinem (Maciej Bąk) i wiolonczelą (Magdalena Wypych). Publiczne dzięki składam s. Dorocie Wojciechowskiej FMM, która była spiritus movens tej aranżacji.

(Jeśli nie wyświetla się link do filmu, to można go zobaczyć TU 😉)



1 sierpnia 2021

To chyba już czas... Niektóre z moich bazgrołów brzmią.

Opublikowałam "Glinę" w słowie jako jeden z moich wczesnych bazgrołów, na samym początku istnienia bloga. Jednak kiedy powstała, tj. na rekolekcjach tuż przed wstąpieniem, od początku miała swoje brzmienie, które po prawie 24 latach nie obróciło się w ciszę i zapomnienie (głównie dzięki siostrom, którym wtedy wpadło przez ucho do serca).

Przyszedł w końcu czas, żeby to nagrać, opatrzyć paroma znalezionymi zdjęciami. 

Może jeszcze komuś - przez uszy do duszy - wpadnie, i ciszę po sobie zostawi...

(jeśli nie widzisz filmu z YT, to tu jest link ;) )



8 września 2009

teoria spiskowa

Państwo "M" najprawdopodobniej nawet się nie domyślają, że po internecie krążą o nich jakieś wiersze... ;)


Teoria spiskowa


Państwu M

przy kolacji on i ona
pojedynczo niby stworzeni
nagle w ciszę wspólną zapadli
harmonijnie zamyśleni

pozdejmowali ślady z powietrza
z ognia i wody a nawet z ziemi
na cztery ręce i dwa umysły
cichcem unoszą do wspólnej jedni

każde w osobnym zamknięte profilu
we własnej głębi zstępuje cienie
i nad zdobyczą w jaźni pieczarze
własnych dociekań krzesze płomienie

on przy pokrętłach majstrując faktów
rozwikła trudny mechanizm zdarzenia
ona z nici ukrytych przypadków
utka z pewnością historię zdziwienia

ockną się potem tknięci promieniem
z okna sąsiedniej pracowni domniemań
wyniki badań zagadki tajemnej
wymieni myśl pod osłoną spojrzenia

świat mamią dłoni ruchem nieznacznym
kubkiem do ust – niech ich nie docenia
choć stał się bezbronnie jednoznaczny
w jednej minucie o nim milczenia

16 lutego 2009

psalm czwarty

psalm rajski (syjonistyczny)

Nowym Edenem jest Miły mój
a z dłoni i stóp Jego cztery rzeki płyną
pośrodku ogrodu jak dwa drzewa wyrasta
dobroczynna Woda
i Krew życiodajna

bez obawy wyciągam po nie obie ręce

26 maja 2008

psalm trzeci


psalm głupca
 
Panie, Ty znasz moją głupotę 
i nie tajna Ci durnota mej głowy 
niefrasobliwości nie kryję w głębi nerek 
a naiwność serca kładę przed Twymi oczyma 

Cóż dokonałam wysiłkiem bezrozumu 
daleko pobiegłam w pogoni za wiatrem 
gdyby nie wszechobecna bliskość Twoja 
zamieszkałabym na zawsze w domu ułudy 
bez drzwi i okien otwartych na wieczność 

Teraz więc, 
jeśli podasz mi w kielichu owoc bezmyślności 
wychylę go na cześć Twojej sprawiedliwości 
jeśli zaś zechcesz osłonić moją marność 
ukryję się w Tobie na chwałę miłosierdzia Twego

22 maja 2008

psalm drugi

psalm wypalony 

szóstego dnia to było, Panie 
(pamiętna szóstość jest po dziś dzień 
ostrą krawędzią mej skończoności) 

lepiąc mój byt zwyczajny 
z glinianych grudek nicości 
 zamyśliłeś się, a Słowo Twe świetliste 
(warkocz jego dźwięków rozgrzanych 
żarzy się conocnym widzeniem) 
obsunęło się poza odmienność 
runęło przez ciała powszedniość 
i oparło się ciszą świętą 
o dno duszy 

ocknąłeś się, już świtał Szabat 
(a drgnienie ocknienia tak wiecznotrwałe 
jest mojej tęsknoty wytchnieniem) 

lepianka stworzenia - wypalona 
gotowa była do Odpoczynku

21 maja 2008

psalm pierwszy

Razu jednego dostałam zeszyt. Tak bez okazji, z piękną okładką o klimacie świąt Sukkot. I co w takim zeszycie pisać? Na nic się on nie nadawał, jeno na dziennik albo poezję. Myśl o dzienniku nie wytrzymała nawet krótkiej próby czasu (pisanie jest zbyt wielkim wysiłkiem, żeby się codziennie poddawać takim katuszom), ale poezja... 

I tak po latach przerwy wróciłam do pisania. Wiersze te rodzą się długo i długo dojrzewają do spisania, a potem jeszcze następne długo czekają na umieszczenie w zeszycie - wszystko po to, żeby znalazły się tam dopiero, jak już naprawdę dojrzeją...


Psalm tułaczy 

Błogosławiony człowiek 
którego Bóg utkał dla siebie 
jest on jak namiot w ręku koczownika 
nie obawia się wiatru południa 
skoro przyległ posłusznie do ziemi 
wytrwale napina swe włókna 
by Pan jego mógł spocząć w nim bezpiecznie 
rosę poranną skwapliwie wysuszy 
ażeby tylko, skoro przyjdzie świt nowy 
stać się tobołkiem Jego wielbłąda 

co innego idący za własnym podmuchem 
błąkają się po wydmach i skałach bezludnych 
poddani wiatrom - szaleńcom pustynnym 
zwiotczały ich włókna bezpańskie 
nasiąkły krwią i zgnilizną 
wlokąc się w zębach szakali

22 lutego 2008

babie lato (improwizacja wielkanocna)

To dla mojej koleżanki ze szpitala - żeby miała co na kartkach świątecznych pisać... Skoro już się nasiedziałam nad tymi literkami, to je wrzucę... Na moje własne życzenia jeszcze będę musiała popracować. 




babie lato
 

wieczory smutne i dni radosne, 
twierdze na skale i domki z kart 
czas jednakowo porywa z sobą 
na wici wspomnień unosi w dal 
ze szczęściem znasz się tylko przelotnie 
babiego lata żal 

nie tak spoglądaj, nie tak 

lecz pozwól chwilom w przeszłość ulecieć 
które nie mają znamienia Krzyża 
i tak rozpędzi wiatr 
tylko te z twarzą Zmartwychwstałego 
dosięga Boski Tkacz 
wplata je w Siebie - na wieki wieków 

tak stwarza drugi raz 
twój własny 
wszech-trwały-świat

2 grudnia 2007

bazgroły wczesne

(ten tekst jest rzeczywiście początkiem mojego życia zakonnego - napisałam go na rekolekcjach kandydackich. Dostrugałam jeszcze prostą melodię i dzięki niej jeszcze dziś czasem na chwilę ożywa...)

glina

ja - glina
leżę na drodze
depcze po mnie
każdy przechodzień

ja - glina
i jest mi z tym dobrze
wciąż myślę
że kogoś obchodzę

ja - glina
wyrwał mnie człowiek
łagodne dłonie i oczy

ja - glina
ujęłam Go za serce
to Garncarz wiem na pewno

już leżę na kole garncarskim
już kręcę się w koło
a delikatne i piękne palce
rzeźbią mą duszę i ciało

ja - glina
nie jestem naczyniem
drogich kamieni i pereł

ja - glina
leżę ukryta
lecz wiem że On
pamięta i strzeże
znów leżę
na Jego dłoniach
pusta krucha i mała
podnoszą się Jego ręce i serce
jest we mnie
Krew i Ciało


(a to jakieś rekolekcyjno-postulanckie przemyślenia...)

Pustynia
przywiedziona na pustynię

puste myśli
puste serce
pusta pamięć

przez szpary duszy ucieka słońce
miało wypełnić
rozprasza

przepuść swą miłość
przez rany piasku
wypełnisz mnie Tobą-wodą

ufam
pustynnym pragnieniem


Egipt


spakowałam manatki
i nocą
wymknęłam się
sobie-faraonowi

za bramą czeka Bóg
cierpliwie
aż pozwolę Mu
uwolnić się
ze wszystkich drzazg
Egiptu

dopiero wtedy
wyruszymy razem
w drogę
do domu


stacja XI

chodź
wszystko gotowe

pal wbity w ziemię
czeka od wieków
trzy gwoździe
niecierpliwią się
ciężki młot przynagla

ból
amen
ból
amen

pójdź za mną

wszystko gotowe
pal wbity w ziemię
czeka od wieków
trzy gwoździe
niecierpliwią się
ciężki młot
przynagla

czy Mnie miłujesz
Ty wiesz Panie

ból
amen
ból
amen

 (wprawki w medytację biblijną...)

rozesłanie dwunastu

następnie wyznaczył Pan mnie
i wysłał przed sobą
do każdego serca
gdzie zamierzał przyjść

idź
posyłam cię jak owcę między wilki
twoją obroną
jest runo miłości

nie bierz ze sobą trzosa
ani torby na podróż
nie bój się
że ziemia skaleczy ci stopy

gdy wejdziesz w czyjeś życie
powiedz: pokój tobie
pokój wypełni wasze dusze

uzdrawiaj trąd serc
i wołaj pokornym milczeniem
że za tobą
Ja Jestem który Przychodzę


por.Łk.12,38.40


mam przed sobą całe życie
rok miesiąc minuta lat pięćdziesiąt

uwolnię się z krępujących szat
przygotuję do uczty
będę czuwać
patrzeć w każdą sekundę
jak w pusty korytarz
-zaraz rozświetli się On
nasycę czekaniem każdy gest
każde mrugnięcie powiek
ruch ręki
słowo
krok
każdy przebyty kilometr
płynącej w żyłach krwi
zastygnie w przyjściu
a zastygnięty
znaczy dopełniony
roztańczy się w bezczasie

mam na razie
rok miesiąc minuta lat pięćdziesiąt


(tu już widać moją "chorobę" - tajemnicę żydowskiej duszy - do dziś nie rozwiązaną...)

zanim Szabat
zanim zapłonie siedem świateł
słońce nie spada w głąb ziemi
czerwienieje tylko od zachodu
czernieje na trzygodzinną wieczność
to znaczy światło weszło w ciemność

zanim zasiądą do stołu
drzewa nie łamią gałęzi
kwiaty nie opuszczają pąków
wszystko trwa jak zwykle
to znaczy jak nigdy

zanim wzniesie się modlitwa
krzyk wyszeptany z krzyża
cisza na dwa bezgłosy
De profundis bólu
to znaczy z wypełnienia

zanim popłynie haggada
wszystko się wypełnia
w skrupulatnym pośpiechu
umierania przez chwilę
to znaczy do końca świata

zanim chleb i wino
Żyjący rozdziera szatę
Izaak dopełnia ofiarę
za was i za wielu
to znaczy Bóg za człowieka

zanim Szabat
brama wieczności
otwarta dla Adama
kluczem hańby
to znaczy odkupienia


(cykl Ewangelii w czasie Oktawy Wielkanocnej - cały czas jeszcze postulat, czyli pierwsze dwa lata w klasztorze)

zmartwychwstał jak zapowiedział
I
Niewiasto czemu płaczesz
Kogo szukasz
Mario

nie zatrzymuj mnie
jeszcze nie
idź
powiedz braciom

widziałam Pana
i to mi powiedział

II
a gdy oni rozmawiali
On sam szedł z nimi

ale oczy ich
były niejako na uwięzi

zastaliśmy wszystko tak jak opisywały
lecz Jego nie znaleźliśmy

o nierozumni
jakże nieskore są wasze serca
wasze oczy i uszy
czyż Pismo nie wypełnia się już

czyż serce w nas nie pałało
gdy łamał je Słowem
jak chleb

III
a gdy rozmawiali
był z nimi
jak zawsze gdy rozmawiali

jak zawsze gdy był z nimi
jeszcze nie wierzyli
gdy był z nimi

pozwalał dotykać
istoty Słowa
pięciu ran

a gdy pozwalał poznawać
nie wierzyli z radości
jak zawsze gdy pozwala poznawać

czemu wątpliwości
nurtują wasze serca
wiarę zdobywa się przy każdym spotkaniu

IV
poszli łowić ryby
wrócić do początku
przywoływać początek
do czasu wypełnienia

nic nie złowili tamtej nocy

dzieci czy macie czym żyć

Niepoznany ucieleśnił słowo
A nikt nie odważył się
Zadać pytania Mojżesza

Który to już raz
jak Zmartwychwstały
przywraca nadzieję

V
owego dnia
przyszedł i stanął pośrodku nich

Pokój wam
(mimo drzwi zamkniętych z obawy )

oto Ja Jestem
który żyję i zbawiam
weźmijcie Ducha życia i przebaczenia

widzieliśmy Pana
(mimo serc zamkniętych z obawy )

nie uwierzę
jeżeli nie dotknę słowa

Pokój wam
(mimo serc zamkniętych z obawy )

oto Ja Jestem
który wierzę w ciebie

weźmijcie Ducha zamkniętych oczu i zawierzenia
Pan mój i Bóg mój
(mimo serc zamkniętych z obawy )

 (tak po prostu...)

* * *
miłość jak kropla deszczu
jedna z miliardów
spadających na ziemię
jedna z tych
przez które przechodzi uśmiech Boga
i dotyka naszych serc
i otwiera tęczę

(wielkie wrażenie zrobiła na mnie obecność Papieża JPII w Yad Vashem, podobnie jak jego modlitwa pod Ścianą Płaczu i zachowanie Żydów)
prorok (Yad Vashem )


wyrósł przed nami jak młode drzewo
jak korzeń z wyschniętej ziemi
rozrósł się jak cedr Libanu
zasadzony na dziedzińcach Domu Boga naszego

ubogim głosił dobrą nowinę
więźniom wolność
niewidomym przejrzenie
smutnym pocieszenie
obwoływał rok łaski od Pana

nie miał wyglądu
aby nań popatrzeć
ani wdzięku
by się nam podobał

***
wtem zamilkł
a nam się zdawało
że śmierć grała jeszcze
a to życie
z nadmiaru Boga drżało

 (a tu już moja żydowska tożsamość w pełnym rozkwicie)

* * *

Ojcze jeśli możliwe ...

oto ja
ciało z pokolenia Lewiego
krew z rodu Aarona
dusza z Miłosiernego

skazana na nieistnienie
wywieziona z płonącą opaską na sercu
zamykana w gettach samotności
zatruwana oparami rozpaczy

poślij mnie
ciało z pokolenia Lewiego
krew z rodu Aarona
duszę z Miłosiernego

do skazanych na nieistnienie
do wywiezionych z płonącymi opaskami na sercach
do zamykanych w gettach samotności
do zatruwanych oparami rozpaczy

ciał z pokolenia Lewiego
krwi z rodu Aarona
dusz z Miłosiernego

...jednak nie moja, ale Twoja wola

 (następne Święta Wielkanocne; drugi rok postulatu)

* * *

(Maria pytana o przeżycia wewnętrzne )
I (pusty grób)

dwa dni temu
pogrzebano moją nadzieję

na grób wracam
koniecznie sama
najgłębiej od ludzi
najciemniej od dnia
najciszej od słowa

opustoszałe serce zapada w noc

II (czemu płaczesz)

samotna noc zapada w żal
o pustkę dzwonią łzy
nad moją rozpaczą
nad rozpaczą
nade mną
puste łzy zapadają w ból

III (kogo szukasz)

przepastny ból zapada w ciszę
szukanie po omacku
odwiecznie wydeptanej ścieżki
z obecności w ciszę
niezdarnie znajdowanej
z ciszy w obecność

IV (Mario!)

usłyszeć głos
pośrodku nocy żalu
na dnie bólu ciszy
usłyszeć głos
w głębi chwili
na wylot serca
usłyszeć głos

V(nie zatrzymuj Mnie)

głos wzbija się w światło
oślepiona zachwytem
wyciągam rękę
przeszyta wolnością
cofam rękę
światło wzbija się w wiatr

VI (udaj się do moich braci)

wiatr wzbija się w tajemnicę
niepoznanym szmerem
przewiewa przeze mnie
pomimo mnie
nie wraca bezskutecznie
tajemnica wzbija się w codzienność

VII (widziałam Pana)

w codzienność wracam
koniecznie z Kimś
najgłębiej przy człowieku
najjaśniej przy dniu
najciszej przy słowie
wypełnione serce kładę jak chleb

widziałam Pana
i to mi powiedział


(Wiąże się to z pewną moją znajomością i pierwszymi doświadczeniami dobrej woli walczącej ze słabością. Ale żadnych pikantnych szczegółów ta historia nie zawiera - po prostu z drobnych szczegółów potrafię złożyć dużo większą całość człowieka. Ale to nic szczególnego. Tak ma każda kobieta.)

tajemnica III bolesna

(czyli list do pewnego kapłana )


widziałam Jezusa
miał twoją twarz

ciernie wbite mocno w twoją głowę
po nich spływał boleśnie żal
oczy zaszklone bezradną niemocą
twarz zastygła w świętej rozpaczy

nie pytaj dlaczego tak
uczynił mnie twoja siostrą
nie żądaj wyjaśnień
przygwożdżenia do bezsilności Boga

tylko ty i On znacie dobrze
szkarłat winy i biel miłosierdzia

wiem tylko to
On w tobie cierpi

widziałam Jezusa
miał twoją twarz


(swoista synteza życia duchowego według Małgorzaty K. :) )

zaproszenie do tańca

najpierw stąpasz nieśmiało

z pustynnymi skłonami
raz na czterdzieści

zaproszenie do tańca

potem mdlejesz w obrotach
na cztery na osiem
na dziesięć krzyżowych ran

zaproszenie do śmierci

wreszcie spadasz w ramiona
i unosisz się lekko
ciche metrum jedności

zaproszenie do życia


(ech... chciało by się takim świętym być... takim czystym... już w postulacie nie miałam złudzeń co do moich możliwości w tym względzie)
* * *

święta Klaro jasna i czysta

znacząca światło drobnymi stopami
za ciemnomętnymi
do siebie nieprawdopodobnymi cieniami
-módl się do Boga za nami


(A tu historia, która miała kilka odsłon w moim życiu. To jest druga odsłona - w nowicjacie. Ostatnią, jak na razie najskuteczniejszą miała cztery lata temu. Omal nie zostałam Marią... tyle, ze poznałam zdanie Jezusa na ten temat i dalej spokojnie uwijam się w szarym wdzianku.)

* * *

a Jezus miłował Martę i jej siostrę Marię

Maria chodziła w ciężkim brązowym habicie

ze szkaplerzem
na głowie miała czarny welon
gdy siadała u Stóp
była jak góra Karmel czekająca
na zjawienie
a gdy wznosiła oczy żeby słuchać
wzbijała się w Słowo
tak że ziemia uciekała spod jej skrzydeł

Martę widywano wszędzie
krzątała się w lekkim szarym habicie
szperała w skałach na drogach
przeczesywała chwasty
nie mogło się zmarnować żadne ziarno
ugniatała je i piekła chleb
mówiono że nie mogła znieść myśli
że ktoś w zasięgu Jego głosu
mógłby chodzić głodny

poczułam na sobie wzrok Jezusa
pytał
miałam serce orła i skrzydła gołębia
zbyt słabe aby wzbić się za tęsknotą
przerwałam krzątanie
odpowiedziałam nadzieją
przymknął oczy uśmiechnął się

uniesie mnie na belkach rozpostartych


(lubię rekolekcje nad morzem... nigdy , idąc brzegiem morza, nie potrafię chodzić po piasku, bo przywoływanie morza jest dla mnie zbyt silne. Majowa temperatura wody nie potrafi mnie odstraszyć... dla mnie jest to nieodmiennie obraz pożądania Boga. Tak, pożądania, ponieważ pragnienie wydaje mi się za małym słowem na Jego głód człowieka i nieustanne zabiegi, żeby zwabić go do Siebie. Kojarzą mi się jeszcze słowa Psalmu: "Jesteś straszliwy i któż Ci się oprze...")

* * *

jeśli to Ty szukasz
i nie możesz się naczekać, natęsknić
napatrzeć, nawystawać na rozdrożach
nie możesz, to zstąp
po kroplę, którą upuściłeś w moją
przepaść; razem ze mną wstąp
w głębię; przyzywajmy jednomyślnie Twojej
głębi; stąpaj po mojej duszy
i po myślach deptaj
są jak woda - fale zataczają kręgi
skąd i dokąd - nie Twoje

jeśli to Ty
zstąp jak do siebie


(to po czuwaniu przy zmarłym w wiosce, w której miałyśmy nowicjat. Od 17 roku życia pozostał mi ten przedziwny stosunek do śmierci... nie widzę jej inaczej, jak wejście w życie. Zresztą - pamiętam, że w dzieciństwie uważałam, ze człowiek umiera w dniu swoich urodzin i jeśli wiem, kiedy umarł, to w ten dzień widocznie musiał się urodzić. W sumie, nie odbiegałam daleko od prawdy)
requiescat in pace

długo staliśmy wpatrzeni w drogę

otwarte drzwi, na progu świeży ślad
do nieba

długo machaliśmy łzami i wołaliśmy
w obłok, żeby nie czuł się sam
bardziej niż my

długo patrzyliśmy czuwający - w anioła
który - jak sądziliśmy - powinien zdać sprawę
ze śmierci i zmartwychwstania

długo staliśmy tęskniący z wyciągniętymi
duszami, w niemej nadziei
na naszą szczęśliwą kolej


(do dziś czasem, kiedy doświadczę siebie, przychodzą mi na myśl te słowa:)

glosa ( skarga na Ps. 139 )

iżeś mnie tak cudacznie stworzył
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie

że nikt w mojej duszy ni piękna ni nędzy
prawdziwej dostrzec nie może
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie
i żeś istnienie jak znak zapytania
we mnie położył
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie
że złuda i rozpacz za łzy
bezkarnie wytargać mnie może
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie
i żeś pod moim upadkiem skrzydło
anioła jak dywan podłożył
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie
że ludzka dobroć wybryków niemiłosiernych
w twarzy uczłowieczonej zmieścić nie może
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie
i że moja cudaczność porusza
serce Twoje, Boże
bądź na wieki pochwalon miłosierny Panie

iżeś mnie stworzyć tak chciał...


(jak widać - morze... ludzie nie zdają sobie sprawy, jak dynamiczna jest relacja z Bogiem, można by ją porównać z najpłomienniejszymi romansami, ale i te wypadną blado przy pragnieniu Boga... a w końcu i pragnieniu człowieka. Tu o tym drugim.)

* * *

więc jesteś brzegiem, piaskiem nadmorskim
drobiną czekania zbyt niecierpliwą
by skrupulatnie zatrzymać w sobie
nadchodzący nów

więc zależysz od fal, twoje spękanie
przywołuje pełznące nurty życiodajne
pod skorupą wyschniętego lęku samotnie
chrzęści tęsknota pełni

więc żyjesz pod wodą i z nią cały
wszechświat wpływa przez skórę do wnętrza
byle zawsze trwał ten cykl byle być wiecznie
dnem błękitu świetlanego

więc dajesz porywać choćby jedno ziarenko
poza granicę odpływu


(a to taki tam... wynik mojej żydowskiej mentalności, która nie bardzo rozumie greckie podziały i konflikty między ciałem a duszą...)

* * * ( litania ciała )

I

obdaruj
moje
serce Twoją Krwią
oczy Twoim Spojrzeniem
usta Twoim Słowem
ręce Twoją Łagodnością
nogi Twoim Posłuszeństwem
uszy Twoim Miłosierdziem
umysł Twoją Pokorą
ciało Twoim Ciałem
pragnienie Twoim Szaleństwem
istnienie Twoją Miłością
moje
obdaruj

II

z samotności wołam do Ciebie, Panie

umocnij mnie Twoim oddechem
pokrzepiaj jasnym spojrzeniem
rozgrzewaj serce dźwiękiem Głosu
rozpraszaj samotność Dotykiem nieuchwytnym
czuwaj nad tęsknotą

niech kiedyś chwycę się z Tobą za ręce
niech zawiruje niebo w naszych włosach
kaskadą Boskiego śmiechu
kroplami czułości dźwięczącej
słońcem oczu wschodzącym

czy dość nam będzie wieczności
namiłować przez mgnienie
czy może uwiecznisz
chwilkę


(nowicjackie rekolekcje)
* * *


(ukształtowałem cię)


dziwisz się
że twoja dusza opasana jest ołowianymi ramkami
a każdy dzień żarem czasu wlewa się
w sam środek coraz to innym
kolorem
ukołysany chwilą zastyga
witraż
światło zwane słowem

(posłał mnie by głosić)

gołąbko śnieżno-pocztowa
z listkiem oliwnym wprost
z ogrodu jedynego
upór skrzydlaty nawet się nie domyśla
jaką radość upuścisz z dzioba
listek darowany
szum skrzydeł zwany nowiną

(wy jesteście solą)

kryształy
kiedy rozmywam
nurtem przypadków nadspodziewanych
sól z ciebie wnika
w najtajniejsze zagłębienia skały
jeśli powierzasz się nurtom
woda zwana łaską

 
(a to już juniorat. Pierwszy rok, czyli piąty roczek w klasztorze. Pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć do dziś: jak, doświadczając Miłości Boga tak mocno, że miażdży to wszelkie środki wyrazu, można sie tak dać omamić miłostce człowieka... Dla uspokojenia - mimo mojego gorącego temperamentu, jestem spokojna o miłość do Boga, ponieważ nie jestem w stanie dosięgnąć jej korzeni nawet najśmielszą myślą...)

* * *
dżdżysto-przejrzysta kroplo zmartwienia
ślepo zbłąkana łzo zapatrzenia
wieczna turystko na szybie sumienia
zmiłuj się

spłyń głową w dół pozostaw widok
jasny wyschnięty słońcem zapomniany

zielono-brzemienny liść zawstydzenia
ziemią pachnący oddech opuszczenia
na oścież otwartą furtkę wrócenia

zmiłuj się

nad sercem wciąż obłąkanym
otwórz niebieski żal rozpadany
z deszczem zmokniętym niech wpadnie
świeższe powietrze wieczniejszej wierności


(warsztaty poetyckie z młodzieżą na Anabergu - czyli musi być co najmniej drugi rok junioratu. Ale tekst uważam osobiście za co najwyżej średni... słowo dojrzewa powoli, trzeba go uprawić, przeczekać kwitnienie, kiedy piękno myśli kusi do jej zapisania. Potem dopiero zapisać, ale jeszcze nie ostatecznie - jak wino, trzeba odstawić na czas stosowny, żeby nabrało mocy... wtedy jest gotowe i można je wydobyć na światło dzienne. A to zaledwie sok z niedojrzałych winogron.)

 
sumienny rachunek drzewa

jak Ty mnie Boże dziś kochałeś...

* * *

I

pomiędzy targane wichrem włosy gałęzi

brąz i szarzyznę
zastygłe i wysmagane
cisza
wciąga ukradkiem czerwień
zwyczajnie zachodzącego
piękna

II

 

na zastygłej zdrewniałej
mroźnej samotni
ramieniu zmartwiałym
ptak
niepomny siada drżeniem
żywo bezbronnym
przyjaznym

III

na zewnątrz skorupy drewnianej
nie dzieje się nic
nie dotyka
powietrze
niezrozumiale i cierpliwie
oczekuje zaczerpnięcia
wolności

IV

ostygnięte drzewo otula mrok
zasypia ptak
ciepło czerwień odkłada
na jutro
bo jednak trwa choć nie daje
bierze tylko piękno
przyjaźń powietrza
oddycha wolnością