Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści dziwnej treści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści dziwnej treści. Pokaż wszystkie posty

17 września 2022

Miłość od pierwszego słyszenia

 Dziś zapraszam na cztery minuty do Siedmiogrodu. Dziesięć lat temu zakochałam się w Erdély (Siedmiogród) od pierwszego wejrzenia.

W Budapeszcie, na samym początku, kiedy język węgierski był dla mnie jeszcze kolorowym i rytmicznym szumem, usłyszałam tę pieśń - i zakochałam się w niej od pierwszego słyszenia. Okazało się, że pochodzi z Siedmiogrodu właśnie. Mało tego, wciąż jeszcze słuchając węgierskiego bez zrozumienia, zakochałam się w krajobrazie ukrytym w siedmiogrodzkiej odmianie węgierskiego. To, co chłoną oczy, kiedy patrzą na krajobrazy Erdély, wyraża melodyjność, zaśpiew i akcent tamtejszych Węgrów. 

Możecie wierzyć albo i nie, ale każdy Węgier z Węgier powie Wam to samo :)

Taka okazja niedawno mi się trafiła, rozerwać znów moje serce tęsknotą za Węgrami: siostry z Budapesztu poprosiły mnie o coś prostego, na instrumenty, na których grają. 

Spróbowałam. Nie udało się. Bo kiedy tylko pomyślałam o tej pieśni jako motywie przewodnim, zobaczyłam pasmo Karpat, pobożność węgierskich górali, węgierską siedmiogrodzką duszę, rozdartą cierpieniem jak wąwóz Békás-szoros i tajemniczą jak Mohos-tőzeglap... I dalej poszło już samo. Nie dało się zatrzymać. Na domiar złego, w trakcie pisania były instrumenty, które nie były zaproszone, a wymusiły na mnie swoje nut parę. Doprawdy, nie wiedziałam, że trąbki mogą mieć tyle tupetu, żeby innym instrumentom wydzierać motyw. Róg przynajmniej jakoś łągodnie zasugerował smętnym i świadomym swej barwy drewnianym głosem, że on by lepiej brzmiał w tym a tym miejscu. Trąbki za to dotąd trąbiły mi w ucho, aż dałam za wygraną: macie, trąbcie swoje!


Nagranie poglądowe, wymaga wyobraźni. Instrumenty z maszyny, bez węgierskiej duszy nie oddają tego szarpiącego duszę uczucia, a ja sama śpiewam nieśmiało, bo dawno nie rozmawiałam po węgiersku i taki nieładny akcent mnie obleciał...

Mimo to - zapraszam do Siedmiogrodu i do czterech węgierskich sanktuariów Maryjnych, z których zdjęcia występują w filmiku: Csíksomlyó, Máriapócs, Márianosztra i Mátraverebei Szentkút.

7 sierpnia 2022

Za dużo baroku... (żart taki - przecież tego nigdy za wiele :) )

 A było to tak, że moja siostra FMM w Budapeszcie grająca na kontrabasie podrzuciła mi do przepisania i udźwiękowienia swoją wakacyjną pracę domową. A tam? Aż się roiło od menuetów. Same wielkie barokowe znakomitości. Dorota rzuciła także - żartem, a jakże, że czemuż to mojego nazwiska tam nie ma?

Cóż było robić? Rękawica rzucona, to o honor bić się potrzeba. 

Kiedy już wszystkie zadane nutki udźwiękowiłam, spakowałam wyobraźnię do plecaka i wyruszyłam w podróż w czasie. Wyszła sobie taka niewinna i powściągliwa wprawka. Nazwałam menuetem, ale czy to się da tak tańczyć? Ci, co się na tym znają pochylili głowy w milczeniu, a mnie niespodziewanie machina do podróży w czasie postawiła oko w oko z zazdrosnym o swe względy średniowieczem. Ale o tym w następnym odcinku. 

Tymczasem oto kilka dźwięków z mojego barokowego kawałka podłogi ;)



19 lipca 2022

Leśny Sanctus, czyli o tym, że nie ma co się zarzekać.

Moje utwory i opracowania mają swoje legendy. "Leśny Sanctus" to tak naprawdę opracowanie pięknego hymnu mons. Marco Frisiny do słów św. Franciszka z Asyżu. 

Ten hymn, by tak rzec, jest wśród sióstr "kultowy". Szczątki oryginalnego opracowania jeszcze czasem jakaś siostra pamięta. S. Ania Antkowiak, odpowiedzialna za liturgię na zakończenie jubileuszu zaproponowała mi napisanie opracowania z myślą o siostrach i instrumentalistach zaproszonych na Mszę jubileuszową. Z pewną nieśmiałością, ale podjęłam wyzwanie.

Usłyszałam go jako pochód Aniołów, taki leśny, o poranku, jak - nie przymierzając - Elfów u Tolkiena. Niosący ze sobą i pozostawiający po swoim przejściu światło, rosę i podmuch wiatru - jak to podobnie było z Eliaszem.

Chodziłam tak sobie (z adoracji na adorację) może ze trzy tygodnie, choć samego pisania było kilka dni (nocy). Kiedy zaś dwa tygodnie przed Mszą Jubileuszową s. Ania dała mi trzy dni na napisanie opracowania do naszego zgromadzeniowego Ave Maria, zaczęłam się śmiać i zarzekać, że "Pieśń Słoneczną" dopracowywałam chyba ze trzy miesiące, "Ty jesteś Święty" trzy tygodnie, "Ave Maria" poszło w trzy noce, ale na napisanie czegoś w trzy godziny to już się nie zgodzę.

Tymczasem, na próbie w wieczór poprzedzający Jubileusz, s. Ania zaczęła mruczeć pod nosem, że szkoda harfy. Bo w opracowaniu nie było (siostry harfistki miało nie być). No i co było zrobić? Trzy nocne godziny przed Jubileuszem i harfistka miała już swoje dźwięki. Wyszło jeszcze bardziej "leśnie". Z czystym sumieniem mogłam nazwać moją wersję hymnu "Leśny Sanctus". Zresztą, posłuchajcie sami:



Ale w trzy minuty to ja naprawdę już nie dam rady napisać utworu... No, dobrze, przynajmniej nie od razu na chór wielogłosowy i orkiestrę....

25 czerwca 2022

Matce Bożej, ku czci Jej Niepokalanego Serca

Ostatnie miesiące (zwłaszcza te godziny między zmierzchem a świtaniem), to mój malutki wkład w uroczystości zakończenia Jubileuszu stulecia obecności FMM w Polsce, które to odbędą się w Łabuniach k. Zamościa, 29 czerwca. Z radością mogłam dać upust mojemu grafomaństwu muzycznemu, przygotowując trzy utwory, które wykonamy w czasie i bezpośrednio po Mszy Świętej.

Z tych trzech chciałabym podzielić się ostatnim, jeszcze nie ostygłym po pośpiesznych poprawkach, jest aranżacja "Ave Maria", które powszechnie śpiewamy w Zgromadzeniu. Nie znam, niestety, autora.

Dziś rano, kiedy wysyłałam robocze nagrania - pomoce do nauki - naszym siostrom, pomyślałam, że rzucę w eter te (trochę niedoskonałe i zaśpiewane z maszyną) dźwięki - ku czci Niepokalanego Serca Maryi.

Może trafią komuś przez uszy do duszy i zainspirują do okazania czci i miłości Matce Bożej oraz wynagradzania Jej Niepokalanemu Sercu za wszystko, co Je rani...




29 marca 2022

Takie tam, muzyczne potknięcie ;)

Zrobiłam to, niestety. Nie wiem, czy każdemu się zdarza, ale mnie akurat właśnie: 
popełniłam sacro polo...
Na rekolekcje dla moich Dziewczyn nie znalazłam takiej piosenki o przyjaźni między Bogiem a człowiekiem, w której człowiek chce coś z siebie dać, a nie tylko brać od Pana Jezusa.
Chwila, kartka, program nutowy, gitara i... 
Oby tylko tego nikt nigdy nie użył do Mszy Świętej, bo z Czyścca nie wyjdę... ;)



14 listopada 2021

Krótka historia antyfony Maryjnej (Ave Regina caelorum)

Pewnej soboty, uzbrojona w miotłę, wiadro i ścierkę, weszłam do naszego kościoła. I zaczęłam śpiewać. Śpiewam prawie bez przerwy, od rana do wieczora. Siostry nawet już nie pytają co, bo wiedzą, że to albo Bach albo Mozart albo Bóg-jeden-wie-co, bo ja sama tego nie wiem.

Więc, śpiewałam. Zanim doszłam do kraty z tyłu kościoła zorientowałam się, że to cały gotowy już temat i że to na pewno "coś" do Matki Bożej. Otwieram kraty - śpiewam. Stawiam wiadro, miotłę, wyjmuję telefon. Szybko. Dyktafon, zanim zapomnę. Uff... I wzięłam się spokojnie do sprzątania.

To było parę tygodni temu. A wczoraj? Znów sprzątam, a w głowie robię plany na popołudnie: modlitwa do św. Michała spokojnie stoi w kolejce do opracowania. Podkusiło mnie, żeby zajrzeć do dyktafonu. Odsłuchałam. Poraziła mnie oczywistość drugiego głosu. I popołudnie, ba wieczór do północy z głowy. Święty Michał, jak zwykle w mojej biografii, zręcznie chowa się za Matkę Bożą.
Domina Angelorum - i wszystko jasne...

Jaki z tego wniosek? Pewna życzliwie złośliwa siostra powiedziała kiedyś, że powinnam dostać do sprzątania bazylikę w Licheniu. Cóż, pewnie wtedy powstałaby Pasja według św. Jana ;)

Ave Regina caelorum (Witaj Niebios Królowo)