Długo zwlekałam z publikacją tego, co usłyszałam parę lat temu.
Najpierw zaśpiewałam sobie "Stabat Mater" ot tak, jako spontaniczną modlitwę. W trakcie śpiewania, zdałam sobie sprawę, że "daję głos" lamentowi Matki Kościoła nad pewnym kapłanem, który parę dni wcześniej odebrał sobie życie.
Zapisałam, dosłyszałam i dopisałam głosy oraz instrumenty i... Odłożyłam, bo nie miałam do dyspozycji chóru i orkiestry kameralnej, które by to wykonały.
Dalej nie mam i pewnie nigdy nie będę miała, więc po tych paru latach czuję, że dzieląc się z Wami tym moim liturgiczno-muzycznym smutkiem, mogę prosić o szczyptę wyobraźni i modltwę za tych, ktorzy wśród niewyobrażalnych wewnętrznych katuszy, targnęli się na swoje życie.