"Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi
z powodu naszych grzechów."
Mówią, że najdłuższa droga to ta od głowy do serca.
Ale mi się zdaje, że dłuższa jest ta, co łączy opłakany stan, w którym się znajdujemy, z grzechami, w których tkwimy i z ich konsekwencjami.
Niechętnie dziś wiążemy te dwie rzeczywistości. Zwlekamy z tym na ostatni skok życia - z czasu w wieczność. Ba, karmimy się nawet nadzieją, że prawo to należy do zmurszałej przeszłości poprzednich, nieoświeconych pokoleń.
A gdyby stanąć przed duchowym lustrem Słowa Bożego takiego, jakim rzeczywiście Jest i przebyć tę drogę wcześniej? Może się okazać, że wszystkie inne drogi - zwłaszcza ta do przebaczenia innym - to żadne drogi: wszystko nagle przybliża się na wyciągnięcie pokornej (wreszcie) ręki.
